Tekst ten ma charakter luźnych myśli. Z góry przepraszam za ewentualną bełkotliwość mojej pisaniny.
Dzisiaj rozpoczął się Wielki Post. Środa Popielcowa dniem, w którym w kościele pojawia się dość dużo ludzi, żeby posypać głowy popiołem. I można by zacząć pisać o tym, jak wielu ludzi "magicznie" podchodzi do tej ceremonii. Ale nie będę o tym pisał.
Napisałem wiele o kryzysie w Kościele. Użyłem dość mocnych słów w stosunku do zachowań pewnych księży. I muszę przyznać, że sam nie jestem lepszy. Mam za co żałować i przepraszać. Naprawę świata należy rozpocząć od samego siebie. Tutaj i teraz rozgrywa się decydująca bitwa o siebie samego.
Łatwo jest oceniać innych. Trudniej jest wziąć się za siebie i swoje własne słabości. Trudno jest coś postanawiać, jeśli widzi się przegrywającego na wszelkich możliwych frontach.
I tutaj pojawiają się fundamentalne pytania: "czym jest post?", "czym jest asceza?", "czym jest wyrzeczenie?". Czy w dzisiejszych czasach te słowa mają jakieś znaczenie? Okazuje się, że mają, tyle tylko, że w wielu wypadkach mamy do czynienia z zupełnie innym punktem wyjścia. Post często bywa "zastępowany" dietą "cud", asceza dzisiaj to często ćwiczenie ciała a wyrzeczenie często bywa koniecznością a nie wyborem. Czy jest tu miejsce dla Boga? Na pewno jest... jeżeli człowiek na to pozwoli.
I powstaje pytanie: czy ja pozwolę Bogu na wkroczenie w moje życie?



Komentarze
Pokaż komentarze