"Jesteście w Europie bardzo naiwni, daliście się nabrać oszustowi". Takie oto słowa wypowiedzieli kameruńscy dziennikarze do autorów artykułu na temat Simona Mola w dzisiejszej "Rzeczpospolitej". Okazuje się bowiem, że jego "oficjalna" biografia to czysta konfabulacja. Mol nie był ani dziennikarzem politycznym (pisywał dorywczo o... futbolu), ani nie był prześladowany, a więzienia to chyba oglądał tylko z zewnątrz, o ile je oglądał. Nawet jego rodzina nie potwierdza tego, co on o sobie mówił. Władze w Polsce okazały się naiwne, dając mu azyl polityczny. Nikt nie zadał sobie jakiegokolwiek trudu, żeby sprawdzić jego biografię. Wystarczyło, że jest czarny i mówi, że jest prześladowany.
Ciężko było patrzeć na cierpienie matki Mola po tym, jak dowiedziała się, co zrobił jej syn. Żal mi jej było. Czym ona sobie na to wszystko zasłużyła?
A kolejne kobiety zgłaszają się do prokuratury, żeby zeznawać w sprawie zarażenia przez Mola wirusem HIV.
Kłamstwo ma krótkie nogi, na szczęście... ale w tym wypadku ma także jadowity jęzor.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)