Jako teolog warto by było, żebym coś powiedział na temat sprawy byłego już księdza Tomasza Węcławskiego. To obok ks. prof. Jerzego Szymika czy ks. prof. Wacława Hryniewicza jeden z najwybitniejszych polskich teologów naszych czasów. Jego odejście ze stanu kapłańskiego dla wielu jest szokiem. Można się zastanawiać, dlaczego Tomasz Węcławski zdecydował się na tak radykalny krok. Są różne teorie. Najbardziej przekonał mnie post pana Artura Bazaka. Węcławski posiada sporo zasług na polu i teologii i działalności w Kościele. W postach na jego temat zostało przypomniane jego zaangażowanie w sprawę abpa Paetza i abpa Wielgusa. Czy te dwie sprawy aż tak bardzo go dobiły, że postanowił zrezygnować? Czy stało się to w związku z tym, czego doświadczył potem? Nie wiem, możliwe. Na pewno coś musiało pęknąć, bo decyzja człowieka takiego formatu nie pojawia się ot tak sobie.
W swoim oświadczeniu ksiądz profesor napisał: "Podkreślam wieloletnie przygotowanie, pełną świadomość i niezależność mojej decyzji - decyduję sam, o sobie samym, nie uzależniając się od nikogo i na nikogo nie zamierzając wpływać. Mówię o tym także dlatego, że docierają do mnie głosy o osobach, które czują się ze mną tak związane, że trwają przy swojej dotychczasowej formie życia, ponieważ ja trwam przy mojej, albo wahają się co do swoich własnych decyzji i losów i moje decyzje gotowe są potraktować jako punkt odniesienia dla swoich. Jeśli tak rzeczywiście jest, to tych, którzy tak rzecz widzą, ostrzegam przed poważnym błędem, jeśli nie zdecydują o sobie całkowicie niezależnie ode mnie i moich decyzji. To nie są sprawy, w których można decydować - w jakimkolwiek kierunku: a więc o trwaniu w dotychczasowym lub też o istotnej życiowej zmianie - opierając się na decyzjach czy autorytecie kogoś innego".
To dość ważny akapit. To zastrzeżenie świadczy o dojrzałości Węcławskiego w tym sensie, że nie chce, aby jego decyzja była decyzją autorytetu, żeby ktoś powiedział: "Jeśli Węcławski zrezygnował, to ja też rezygnuję". Ale z drugiej strony Węcławski musi się liczyć z tym, że jego decyzja może być wodą na młyn dla wielu wahających się. I - jak widać - robi to. Przypuszczam, że teraz będzie mu ciężej właśnie pod tym względem (chociaż tak być nie musi). Zastanawiam się ilu księży zrzuci sutannę właśnie po posunięciu Węcławskiego.
Czym ta decyzja jest? Aktem rozpaczy? Pragnieniem zwrócenia uwagi na to, że w Kościele w Polsce dzieje się coś nie tak? Będą różne interpretacje. Sam nie wiem, jak się do tego ustosunkować. Bo z jednej strony porzucenie stanu kapłańskiego zawsze kojarzyło mi się z czymś negatywnym - z formą zdrady. Ale - z drugiej strony - jako były zakonnik (zrezygnowałem kilka lat przed ślubami wieczystymi) jestem w stanie zrozumieć pewne mechanizmy rządzące tego typu sytuacjami.
Pozostaje jedynie modlitwa za Tomasza Węcławskiego, za Kościół i za nas wszystkich.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)