Będąc dzisiaj w EMPIKu, przyszła mi do głowy pewna myśl (EMPIK bywa dla mnie tym, czym dla Holly Golightly sklep u Tiffany'ego): że powoli przychodzi czas na przemyślenie swojej wiary. I muszę stwierdzić, że moja wiara jest bardzo dziecinna i niedojrzała. Nadal stwierdzam, że nie wierzę dla siebie, tylko dla innych, ze względu na innych. Wiadomo, celem wiary jest Bóg. Ale cóż po wierze "ze względu na..."? Można być teologiem i mieć wiarę na poziomie przedszkolaka. Jeśli człowiek sam siebie nie zna, nie potrafi stwierdzić, jakie jest jego powołanie w wierze, jaki kierunek ta jego wiara powinna przybrać. Bo wiara nie może być bezkierunkowa. Nie znalazłem jeszcze dla siebie miejsca na tym polu ani na jakimkolwiek innym. A mam prawie 28 lat. I nie wiem, czy kiedykolwiek znajdę.
Może coś jeszcze napiszę w tym poście. Czas pokaże. Na razie zostawiam go tak, jak jest.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)