Przedstawiam szkicową propozycję reformy zmniejszającej koszty pracy. Wszelkie uwagi mile widziane.
Zobaczmy jak rozkładają się koszty ponoszone przez pracodawcę wypłacającego pensję zbliżoną do średniej krajowej (dane z 2005 roku):
* Pensja brutto: 2500 zł
* Faktyczne koszty pracodawcy: 3000.75 zł
* Obowiązkowe państwowe ubezpieczenia: 1079.99 zł (488 zł emerytalne, 330 zł rentowe, 233.99 zł zdrowotne/chorobowe, 24.25 zł wypadkowe, 3.75 zł Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych) = 36% kosztów pracodawcy
* Podatki: 226.25 zł (165 zł podatek dochodowy, 61.25 zł Fundusz Pracowniczy) = 7.5% kosztów pracodawcy
* Pensja netto: 1694.51 zł (3000.75 zł - 1079.99 zł - 226.25 zł) = 56.5% kosztów pracodawcy
Czyli przeciętny obywatel w pierwszym progu podatkowym w momencie otrzymywania pensji oddaje obecnie państwu niemal połowę swoich zarobków. Jak się uwzględni płacony później VAT i akcyzę, to prawdopodobnie wyjdzie, że więcej niż połowa dochodów zabierana jest przez państwo. Ale to temat na osobny artykuł.
Uproszczenie zbędnej biurokracji
Rzuca się w oczy to fakt, że pensja brutto ma się nijak zarówno do kosztów pracodawcy, ani do tego, co dostaje pracownik. W chwili obecnej jest to zupełnie abstrakcyjna wartość, której jedynym celem jest zaciemnianie prawdziwej wysokości podatków. Pierwszą, czysto formalną, lecz nadal ważną reformą powinno być przywrócenie słowom ich prawdziwych znaczeń: pensja brutto powinna być równa kosztom, które ponosi pracodawca chcący wypłacić pensję. Kropka.
Działania Funduszu Pracowniczego składają się na programy zmniejszania bezrobocia itp. Nie będę tutaj wchodził w rozważania, czy takie programy są potrzebne czy nie. Bezsprzeczne jest natomiast, że działania te mogą być finansowane bezpośrednio z budżetu, i robienie z tego osobnej składki powoduje jedynie niepotrzebną biurokrację. Podatek powinien być jeden, i powinna to być jedyna opłata jaka jest wnoszona na rzecz państwa.
Drugą istotną rzeczą widoczną w powyższym zestawieniu jest to, że tak naprawdę podatki nie są wysokie. Inaczej to oczywiście wygląda dla osób w drugim i trzecim progu podatkowym, ale takich osób jest nie więcej niż 5% ogółu podatników, i mają oni większe możliwości uniknięcia zbyt wysokiego podatku. Warto dyskutować nad systemem podatkowym, ale widać wyraźnie, że dużo bardziej istotna jest reforma ubezpieczeń.
Reforma ubezpieczeń
Ubezpieczenia mają to do siebie, że świadczyć je może dowolny podmiot, nie ma powodu, żeby musiało robić to państwo. Docelowo żadne składki nie powinny być wpłacane na rzecz państwa czy państwowej instytucji. Prawo powinno definiować jedynie jaki minimalny zakres ubezpieczeń każdy pracownik powinien sobie wykupić, zostawiając mu swobodę w jakiej instytucji to zrobi. A zakres obowiązkowych ubezpieczeń powinien rzeczywiście być minimalny.
Możemy utrzymać obowiązkowość ubezpieczeń emerytalnych, rentowych, wypadkowych i od bezrobocia (odpowiednik Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych). Jedynym zapisanym w ustawie warunkiem powinno być to, że wykupione przez obywatela ubezpieczenie ma gwarantować, że w przypadku uzyskania prawa do świadczeń, miesięczna kwota, którą ubezpieczony dostanie, nie będzie niższa niż minimum egzystencji (obecnie jest to kwota rzędu kilkuset złotych).
owinien też zostać ustalony koszyk najistotniejszych usług medycznych, które minimalne ubezpieczenie chorobowe powinno pokrywać. W ten sposób z jednej strony mamy nadal jakąś gwarancję, że emeryci, chorzy, osoby po wypadkach czy bezrobotni nie zostaną bez najbardziej podstawowych warunków do życia, a z drugiej - dajemy wszystkim dużo większe możliwości kontrolowania na co idą ich pieniądze, i pozbawiamy państwo wpływu na rozporządzanie tymi pieniędzmi.
Funkcję ubezpieczenia od wypadków mogą natomiast przejąć inne ubezpieczenia (rentowe, medyczne), więc nie ma potrzeby niepotrzebnie mnożyć bytów.
Jak przeprowadzić reformę
Osiągnięcie takiego stanu docelowego oczywiście nie jest proste. Mamy ZUS, i mamy rosnącą liczbę emerytów, którzy płacili swoje składki i wobec których państwo ma zobowiązanie. Muszą być oni więc niestety być opłacani ze składek obecnie pracujących osób. Dlatego w przypadku emerytury jedynym sensownym rozwiązaniem, które widzę, jest opracowanie wieloletniej strategii zmniejszania wpływu ZUS i zwiększania udziału prywatnych ubezpieczycieli. Ale liberalna partia wprowadzająca tę reformę powinna powiedzieć jasno, że po takim a takim czasie (w praktyce może to być kilkanaście lat albo i więcej) składki na ZUS wyniosą 0 zł. Czyli, patrząc długoterminowo, ZUS powinien przestać istnieć.
W przypadku ubezpieczeń rentowego i zdrowotnego sprawa jest nieco prostsza. Rzecz jasna, z wiekiem rośnie ryzyko choroby, więc na całkiem wolnym rynku firmy nie będą chciały ubezpieczać osób starszych. Ale państwo może przecież zawrzeć specjalne umowy z ubezpieczycielami na okres przejściowy, że w zamian za niepatrzenie na wiek przy ubezpieczaniu klientów, dostaną jakieś ulgi podatkowe czy inne preferencje. Długoterminowo, wszyscy począwszy od swojej pierwszej pracy będą mieli prywatne ubezpieczenia rentowe i zdrowotne, więc problem przestanie istnieć.
Urynkowienie ubezpieczenia od bezrobocia stanowi najmniejszy problem, gdyż obecna składka jest i tak niska, a prawdopodobieństwo utraty pracy nie ma zbyt dużej korelacji z wiekiem danej osoby.
Rezultaty
Docelowo, zakładając nawet brak obniżek podatków, koszty pracy wyglądałyby tak:
* Pensja brutto (faktyczne koszty pracodawcy): 3000.75 zł
* Podatki: 226.25 zł
* Pensja netto: 2774.50 zł
Z tej pensji pracownik ma obowiązek wykupić na wolnym rynku przynajmniej minimalne ubezpieczenie emerytalne, rentowe, zdrowotne i od bezrobocia.
Niektóre osoby mogą mi zarzucić, że przedstawiona przeze mnie propozycja nie jest dość liberalna. Z praktycznego punktu widzenia ma ona jednak taką zaletę, że jest dużo łatwiejsza do zaakceptowania przez społeczeństwo niż podejście dogmatycznie liberalne (całkowite usunięcie obowiązku ubezpieczeń). A bez akceptacji społecznej wprowadzanie reform jest dużo trudniejsze, jeśli nie w ogóle niewykonalne.
Michał Kosek
artykuł ukazał się również na www.polskaliberalna.net


Komentarze
Pokaż komentarze (22)