Polskaliberalna.net - Merkuriusz Polski Polskaliberalna.net - Merkuriusz Polski
26
BLOG

SLD "napiera" po równi pochyłej

Polskaliberalna.net - Merkuriusz Polski Polskaliberalna.net - Merkuriusz Polski Polityka Obserwuj notkę 4

Zabawne, jak często ludzie znajdujący się w samym środku pewnych wydarzeń nie zauważają, iż wokół nich nastały czasy schyłkowe. Nie chodzi przy tym wcale o przysłowiową orkiestrę z Titanica, ale o liczne przykłady, w odległej i najnowszej historii, gdy zajęci projektowaniem coraz to bardziej bajecznych i surrealistycznych planów ludzie, nie spostrzegli tego, że wszystko się wali, nie ma już czasu na realizację zamierzeń, nie już nic. Dziś owymi „ślepcami” stają się liderzy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, partii której czas dobiega końca, która dlatego miota się w poszukiwaniu jakiejś recepty na przetrwanie, z jednej skrajności popadając w skrajność drugą, ale tylko na chwilę, po to by za moment do skrajności pierwszej (np. oleksowo czarzastnej) powrócić.Najbardziej ślepym ze ślepców jest bez wątpienia Grzegorz Napieralski. Dlatego logika deterioracji SLD czyni go najlepszym i naturalnym kandydatem na szefa tej partii. Przyznam szczerze, że trzymam za niego kciuki, ponieważ życzę Sojuszowi jak najgorzej. Życzę sobie, aby postkomunistyczna formacja w końcu uwolniła po niemal 20 latach niepodległą Polskę od swego balastu. Eliminacja SLD będzie ostatecznym przypieczętowaniem procesu demokratyzacji III RP, a dla prawdziwych lewicowców szansą na utworzenie realnie socjaldemokratycznej opcji politycznej.

Opublikowana przed niespełna tygodniem przez „Wyborczą” rozmowa z Napieralskim uświadamia bezlitośnie jak ekstremalnie krótkowzrocznym politykiem jest sekretarz generalny SLD, jak niewiele rozumie z tego, jakie mechanizmy funkcjonują w europejskiej polityce. Wydaje się oczywiste, że pod takim przywództwem, SLD nie przekroczy w następnych wyborach parlamentarnych progu 5%.

Napieralski mówi: „Naszym głównym partnerem powinny być związki zawodowe takie jak OPZZ, ZNP. Tego oczekuje od nas elektorat socjalny”. Otóż, Panie Grzegorzu, elektorat socjalny oczekuje zasadniczo, iż państwo w sposób maksymalny zaspokoi jego roszczeniowość. Zupełnie nie interesuje się natomiast losem i działalnością związków zawodowych, w których nie bez powodu liczby członków lecą na łeb na szyję. Elektorat socjalny, wykluczeni, coraz lepiej rozumieją, że związki zawodowe walczą o przywileje ludzi pracujących, a to nierzadko stoi w sprzeczności z interesami ludzi bezrobotnych, pobierających renty czy zasiłki. Rozumieją także, że im więcej państwo wyda pieniędzy na zaspokojenie branżowych żądań grup zawodowych, takich jak zrzeszeni w ZNP nauczyciele tudzież mający swoje związki górnicy, tym mniej środków będzie na zasiłki, podwyżki emerytur czy zaspokojenie potrzeb grup zawodowych słabiej zorganizowanych. Jedyną osobą, która nic tu nie rozumie, jest niestety Grzegorz Napieralski. Wstyd, żeby ktoś taki jak ja, czyli „przebrzydły”, „krwiożerczy” ultraliberał i turbokapitalista, musiał coś takiego tłumaczyć potencjalnemu liderowi lewicy w 40-milionowym kraju.

„Trzeba pryncypialnie występować w obronie naszych idei. Polacy cenią walczących polityków. Stąd siła PiS”. Trudno wyobrazić sobie, jak coś tak głupiego może paść po październiku 2007. Czy Napieralski przespał ostatnie pół roku? Czy czytał gazety, śledził sondaże, oglądał choć TVN24? Polacy pokazali bowiem dobitnie co myślą o politykach uprawiających swoje rzemiosło z poczuciem misji ideologicznej, definiujących debatę publiczną w kategoriach „walki”, z agresją wobec rywali i tych, którzy ośmielą się krytykować, emocjonalnie i z użyciem ostrych słów. Siła PiS (wybory 2005) leżała w umiejętności skonstuowania dość mglistego, a na pewno wyidealizowanego i teoretycznego projektu atrakcyjnej alternatywy porządku publicznego w obliczu niezadowolenia ze status quo, którego symbolem stała się korupcja i przywileje „elit” władzy. Waleczność PiS, którą teraz poniewczasie chce kopiować Napieralski, stała się natomiast przyczyną porażki Kaczyńskiego w 2007 roku. Polacy, Panie Grzeogrzu, chcą spokoju, harmonii, rzeczowości, uśmiechów, koncyliacyjności, kompromisowości i „miłości”. Dlatego ponad 50% poparcia ma dziś „ciamciaramcia”. Bo od ideowego fanatyka każdy woli miłą „ciamciaramcię”, dopóki bezczynność władzy nie uderza go po portfelu. Nawet ja, prywatnie ideowy fanatyk. Napieralski okazuje się być czymś na kształt Przemysława Gosiewskiego lewicy. Ma wolę walki o swoje przekonania, tylko marnie wypada, gdy chce ich bronić. Nie wzbudza więc ani sympatii, ani zrozumienia.

Napieralski całkowicie myli się w swoich ocenach lewicy na zachodzie Europy. Po pierwsze, stwierdza że następuje koniec recepty umiarkowanej centrolewicowej polityki w stylu Blaira czy Schroedera. Nie widzi, że brytyjska Partia Pracy utrzymuje się u władzy przez najdłuższy okres w swojej historii właśnie dzięki tej koncepcji, która za najskuteczniejszą politykę społeczną uznała zrównoważony wzrost gospodarczy. I mimo wpadek, skandali, afer i Iraku Labour ma duże szanse na czwartą kadencję. W Niemczech urosła Partia Lewicy, realizująca urojenia programowe Napieralskiego. Ale dziś już wiemy, że SPD utrzyma pozycję najsilniejszej partii na lewo od centrum, a jej poparcie jest dwa razy większe od rywalki. Jeśli dodać jeszcze bardziej centrowych Zielonych, to niemal trzy razy większe. We Francji niezdolność Partii Socjalistycznej do pójścia drogą Blaira/Schroedera jest jednogłośnie uznawana za przyczynę jej trwałej marginalizacji w opozycji i łatwych zwycięstw wyborczych neogaullistów (nie widzą tego tam jedynie francuscy Napieralscy, którzy zajmują się główie torpedowaniem procesu europejskiej integracji). Podobnie jest w Holandii, gdzie bardziej lewicowa partia zepchnęła socjaldemokratów do defensywy, ale przez to nie potrafią one wspólnie zagrozić rządom chadecko-liberalnym.

Napieralski nawołuje, aby pójść drogą Zapatero. Pytam, w jakim sensie? Polityka hiszpańskich socjalistów, poza kwestiami związanymi z problematyką ustrojową, separacjonizmem i rozliczeniami czasów dyktatury Franco, koncentruje się na sprawach obyczajowo-etycznych. Są to reformy liberalne, nie socjalistyczne, dzięki którym Hiszpania upodabnia się do innych krajów Europy zachodniej pod względem świeckości państwa, regulacji rozwodów, tolerancji dla związków homoseksualnych, a w drugiej kadencji być może także aborcji. Jeśli jednak chodzi o kwestie socjalne, to rząd Zapatero nie podejmuje działań w znaczący sposób oznaczających odejście od porządku ekonomicznego i reform przeprowadzonych w czasach Aznara. Wie, że jego przyszłość zależy od utrzymania bezsprzecznych zdobyczy tego okresu. W jaki więc sposób chce Napieralski poprzez socjalny „skręt w lewo” upodobnić SLD do hiszpańskiej PSOE, skoro ta ostatnia w zakresie ekonomicznym wcale tam nie skręca? Oczywiście SLD postuluje także liberalizację w sprawach obyczajowych, ale inaczej niż Hiszpanie Napieralski tutaj postuluje jednak ostrożność, chce uniknąć bitwy ideowej z Kościołem.

Po drugie, Napieralski marzy o tym, aby w poparciu SLD połączyć elektorat socjalny z obyczajowo liberalnym, jak to ma miejsce na Zachodzie (w tym w Hiszpanii). Czy naprawdę nie widzi on podstawowej różnicy, jaka Polskę w tym zakresie od krajów „starej Unii” odróżnia? Elektoraty obyczajowo liberalne i tu, i tam mają dość podobny profil socjologiczny. Są to ludzie raczej wykształceni, raczej z większych miast, przeciętnie młodsi od statystycznego wyborcy. Tyle że na Zachodzie tacy ludzie są równocześnie bardzo często, w zestawieniu ze strukturą dochodów całego społeczeństwa, niezbyt majętni. Dlatego ich liberalne postulaty obyczajowo-etyczne dobrze łączą się z socjalnymi postulatami ekonomicznymi. Oba te aspekty w swoich programach reprezentuje lewica, ergo są oni naturalnym elektoratem lewicy. W Polsce jest zupełnie inaczej. Liberalni światopoglądowo, młodzi i wykształceni mieszkańcy wielkich miast są równocześnie ludźmi sukcesu, robią kariery, zarabiają coraz większe pieniądze. Ze względu na swój wiek lepiej od starszych pokoleń odnajdują się wolnorynkowej rzeczywistości III RP. Mają dość wysokie dochody w porównaniu ze średnią krajową. Ich obyczajowy liberalizm łączy się z liberalizmem ekonomicznym. Inaczej niż na Zachodzie ubodzy w Polsce mieszkają najczęściej na wsi i w małych miasteczkach. Ich socjalne poglądy ekonomiczne łączą się ze światopoglądowym konserwatyzmem. Oferta, którą przygotowuje SLD nie trafia ani do jednych, ani do drugich. Pierwsi popierają dziś PO. Gdy zauważą, że jest ona nazbyt konserwatywna w kwestiach etycznych, być może ją opuszczą. Ale nie powędrują do socjalistycznej, przedpotopowej lewicy, tylko do partii liberalnego centrum, którą dziś może stać się PD, jeśli starczy jej woli i sił, lub ktoś zupełnie nowy. Drudzy popierają konserwatywno-socjalne PiS i jest to dla nich wybór idealny. Z czasem, gdy ich sytuacja materialna będzie się poprawiać, przejdą do konserwatywno-rynkowej PO i zastąpią tam elektorat odpływający do partii liberalnej. PiS osłabnie, PO pozostanie bardzo silna, partia liberalna uzyska szansę na zaistnienie. W tym scenariuszu brak miejsca na lewicę w europejskim rozumieniu.

Oczywiście, w dłuższej perspektywie logika rozwoju społecznego upodobni nas do narodów zachodnioeuropejskich. Pojawi się elektorat socjalny i obyczajowo liberalny zarazem. Nim to jednak nadejdzie po partii, której jedyną siłą jest dziś zanikająca grupa wyborców sentymentalnie wspominająca PRL, nie pozostanie żaden ślad. Nie może być inaczej, jeżeli jej lider in spe, człowiek niemal tak młody jak ja, stwierdza, że naturalny podział sceny politycznej to: „prawica - ludowcy - lewica”. Gdzie? W II RP? W którym wieku Pan żyje, Panie Napieralski? Czy może jednak naturalny podział przyszłości nie brzmi bardziej tak: konserwatyści (chadecy) - liberałowie - Zieloni - socjaldemokraci? Nie może być inaczej, jeżeli ktoś intelektualnie nie jest w stanie przekroczyć pewnych barier głupawego populizmu i w jednym zdaniu mówi o równych szansach edukacyjnych młodzieży z miast i z prowincji, tylko po to, by w następnym bronić aktualnego systemu bezpłatnych studiów, choć bezpłatne są one własnie dla „bogaczy” z miast, a „biedakom” z prowincji zostają studia zaoczne czy wieczorowe, za które z roku na rok w obliczu niżu na uczelniach płacić będzie trzeba coraz więcej.

SLD chyli się ku upadkowi. Na imię mu Grzegorz Napieralski.

Piotr Beniuszys

artykuł ukazał się również na www.polskaliberalna.net

polskaliberalna.net merkuryusz.pl REDAKTOR NACZELNY: Bogumił Kolmasiak REDAKTOR NACZELNY WYDANIA ZAGRANICZNEGO: Agnieszka Gmiter WYDAWCA: STOWARZYSZENIE DEMOKRATYCZNA FRAKCJA MŁODYCH ZAST. REDAKTORA NACZELNEGO: ADAM FULARZ OBECNI I BYLI WSPÓŁPRACOWNICY Paweł Krężołek, Janusz Wdzięczak, prof. Marek Rocki, dr Robert Gwiazdowski, dr Robert Suski, Wojciech Popiela, Piotr Beniuszys, Andrzej Potocki, Aviv Steinmetz, Marek Tomsia, Marcin Kotowski,Marcin Kwaśniewski,M. Kosek, B. Wasilewski,Flanky, Gigabyte, MAC, Marcin Celiński, Sławomir Potapowicz, Witek Mossakowski, Piotr Dwojacki, S.Sipowicz,Maciej Iwanicki,,Michał Musur, Jędrzej Kulig       WERSJA WORLD:

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka