Drugą jest prawo przedstawicieli mniejszości narodowych, religjnych czy etnicznych do życia w zgodzie z wyznawanymi przez siebie wartościami i tradycyjnymi zasadami, także jeśli są one jaskrawo odmienne od wartości kultury dominującej, czyli w naszym przypadku łacińskiej.
W idealnym świecie obie te wartości byłyby w równy sposób gwarantowane. O takim świecie marzy szczególnie środowisko nowych ruchów lewicowych, na czele z Zielonymi. Idee wolności indywidualnej i swobodnej adaptacji mniejszości etnicznych są od zawsze wypisane obok siebie na ich sztandarach. Współcześni liberałowie doceniają ewolucję, która zaszła w obyczajowości zachodnich Europejczyków w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, gdyż mimo wygenerowania (jak każde nowe zjawisko społeczne) pewnych zagrożeń, w zasadniczy sposób poszerzyła ona zakres wolności jednostki. Wielu liberałów, takich jak Ralf Dahrendorff, uczestniczyło w tym i wspierało tamten proces. Był on jednak głównie dziełem młodych ludzi o nowej świadomości, wykraczjącej poza horyzont materialistyczny, którzy później włączyli się w działalność ruchów feministycznych, ekologicznych, pacyfistycznych, aktywizujących świadome obywatelstwo, czy anarchistycznych. Cele tak powstałej „nowej lewicy” z biegiem czasu coraz bardziej oddalały się od ścieżek liberalnych, ale pozostało kilka wspólnych celów i wspólna ocena zasadniczych aspektów przełomu świadomościowego w Europie. Jednym z jego fundamentalnych aspektów było równouprawnienie płci i ugruntowanie w mentalności Europejczyka przekonania, iż ludzie są równi i zasługują na równe prawa i taki sam zakres wolności, niezależnie od płci właśnie.
Jednym z punktów, gdzie drogi liberałów i Zielonych za to wyraźnie się rozeszły, jest kwestia postawy wobec napływających na nasz kontynent, kulturowo i cywilizacyjnie odmiennych grup imigranckich. Zieloni postulują wobec nich daleko posuniętą spolegliwość, bezwzględny szacunek wobec ich tradycji, zasad i obyczajów. Od liberalnego i demokratycznego społeczeństwa wymagają powściągnięcia zapędów asymilacyjnych, w zamian kreśląc wizję doborwolnej integracji imigrantów w takim tylko stopniu i zakresie, w jakim oni będą to uważać za stosowne. Za sprawą tej postawy Zieloni stają jednak przed poważnym dylematem politycznym, ale także filozoficznym, czy też po prostu etycznym.
Mianowicie: jak zachować się i co zrobić, gdy mniejszość etniczna w oparciu o swoje tradycje uzasadnia działania np. wobec żeńskiej części swoich społeczności, które w żaden sposób nie są do pogodzenia z liberalnymi ideami wolności indywidualnej. Czyżby Zieloni mogli się pogodzić z tym, że zasady współżycia, o które tak długo walczyli w społeczeństwach zachodnich, będą teraz systematycznie pogwałcane na terenie tych samych państw przez ludność napływową? Czy jest dopuszczalne, aby pozwolić mężczyźnie z mniejszości etnicznej na zamykanie kobiety w domu, bicie jej, odmawianie dostępu do edukacji, a nawet dużo gorsze czyny, tylko dlatego, że jego lud czynił tak od zawsze, skoro nie ma przyzwolenia na to, aby podobnie postępowali mężczyźni będący reprezentantami etnicznych narodów europejskich? Nowa lewica staje wobec bardzo trudnego problemu. Musi poświęcić którąś z arcyważnych dla siebie wartości, albo skazać się na zarzut postępowania pozbawionego logiki.
Bardzo dobrze oddaje to debata pomiędzy byłym liberałem Johnem Grayem, który przeszedł na pozycje bliskie Zielonym i postuluje podtrzymanie czegoś, co określa jako modus vivendi, a co w zasadzie oznacza postulat bezczynności liberalnych demokracji wobec ograniczania wolności indywidualnych członków mniejszości etnicznych przez ich współziomków ze względu na rzekomą niemożność przeprowadzenia obiektywnej oceny czy porównania międzykulturowego i ze względu na postulat unikania aroganckiej postawy etnocentryzmu, zgdonie z którą liberalny świat Zachodu oferuje najlepsze katalogi wartości. Z drugiej strony stoi jeden z największych współczesnych liberałów, John Rawls, który uważa za konieczne ustalenie pewnego minimum wartości, w oparciu o które różne idee i hierarchie wartości, w tym te o odmiennym pochodzeniu kulturowym, mogą, mimo wzajemnej wrogości, koegzystować. To miniumum zakłada jednak w stosunku do omawianego dylematu (równouprawnienie płci kontra swoboda życia mniejszości etnicznych według swoich tradycyjnych zasad) konieczność poświęcenia czegoś, gdyż sprzeczne idee nie mogą współtworzyć jednej bazy moralnej dla całego społeczeństwa.
W przeciwieństwie do Zielonych, liberałowie mają zatem gotowe rozwiązanie tego problemu. Gwoli uczciwości, musimy jednak przyznać, że jest nam łatwiej rozwikłać tę łamigłówkę, gdyż w naszym świecie wartości dwie skonfliktowane ze sobą idee nie mają równego kalibru znaczeniowego. Otóż wolność jednostki i jej prawo do decydowania o samym sobie jest najwyższą wartością przedmiotową, ponieważ to jednostka ludzka jest dla liberała najwyższą wartością podmiotową. Dla Zielonych i nowej lewicy wspólnotowy aspekt życia społecznego jest dużo istotniejszy niż dla indywidualistycznego liberalizmu. Z punktu widzenia tego ostatniego wolność człowieka, w tym naturalnie kobiety, do samostanowienia nie może nigdy być ograniczona przez jakiekolwiek względy, w tym jej/jego przynależność etniczną.
Liberalizm nie może zgodzić się zatem z postulatem Zielonych i części tradycyjnej socjaldemokratycznej lewicy, aby mniejszość etniczna w kraju europejskim miała swobodę decydowania o zasięgu swojej integracji z resztą społeczeństwa. Owszem, zachowanie zwyczajów, zasad życiowych praktykowanych od pokoleń, własnego języka, dorobku kulturowego jest wartością bezsprzecznie ważną. Jednak w tych wszystkich punktach, gdzie wchodzi w konflikt z fundamentalnymi zasadami porządku liberalno-demokratycznego, musi ustąpić. Każdy członek każdej społeczności musi mieć prawo i dostęp do wszystkich możliwości i przywilejów, które udostępnia liberalne państwo i pluralistyczne społeczeństwo, musi po prostu mieć prawo porzucenia, w części lub w całości, stylu życia swojej rodziny i przodków. W wąskim zakresie wolności podstawowych mamy wyjątkowo prawo i musimy od imigrantów wymagać asymilacji. Ci spośród nich, którzy nie zaakcptują idei wolności indywidualnej człowieka, nie mogą rościć sobie prawa do życia w liberalnych państwach.
Piotr Beniuszys
artykuł ukazał się również na www.polskaliberalna.net
Komentarze
Pokaż komentarze (1)