Tak skomentował najnowsze informacje o zamiarach PO prywatyzacji szpitali pan Premier Gosiewski.
Czyli gdy szpitale będą prywatne, burżuje będą się leczyć w przestronnych czyściutkich salach, a biedni będą oczekiwać na zabieg leżąc na korytarzu, często pewnie w pobliżu wejścia do kibelka.
W Polsce od czasów PRL, co nieco już sprywatyzowano, więc można sprawdzić jak traktowani są ludzie, tam, gdzie uspołeczniona wrażliwość społeczna zamieniła się na pazerną prywatność.
No i zobaczyć jak jest teraz, jak było wcześniej.
Na przykład handel.
Kiedyś państwowy, dziś w rękach prywatnych, czyli w rękach ludzi, którzy goniąc za zyskiem powinni mieć du żym poważaniu biednego, czyli przeciętnego klienta. Mimo to, jakoś nie widać żeby piekarnie, masarnie cukiernie dzieliły klientów na tych z kasą - czyli lepszych i tych bez niej - czyli gorszych. Jakoś tak nie widać żeby w sklepie z pieczywem były dwa rodzaje wypieków. Bułki z zakalcem, niedopieczone dla biednych i chrupiące pięknie posypane makiem bułeczki dla burżujów.
Natomiast gdy toto wszystko było państwowe, czyli wrażliwe na ludzką biedę, to ta wrażliwość przejawiała się tym, że przeważnie w sklepach nie było nic, a pani ekspedientka obrażona na cały świat, a przede wszystkim na klientów dłubała palcem w zębie. Pobyt w takim sklepie wtedy, komfort robienie zakupów przypominał jako żywo komfort pobytu w szpitali na łóżku na wprost wejścia do kibelka.Inny przykład
Producenci samochodów.
Też brać pazerna na kasę, bo prywatna. Czy produkują dwa rodzaje samochodów. Te wypasione dla bogatych i takie które zapala na korbę, bez żadnych bajerów, na granicy bezpieczeństwa użytkowania ? Nie.
Wręcz przeciwnie.
Niektórzy nawet, nie wiedzieć czemu, biedniejszym udostępniają te przestronne sale szpitalne,przepraszam te wypasione autka. Pozakładali banki i poprzez stworzony przez siebie system kredytowania, czerpiąc dziwną i niezrozumiałą satysfakcję z tego, że biedni też mogą leżeć, tfu, co ja z tym leżeniem znowu, że biedni też mogą jeździć tymi autkami.
Natomiast gdy produkcja samochodów była w rękach uspołecznionej wrażliwości społecznej było dokładnie odwrotnie.
Społeczeństwo kredytowało, zapisując się i przedpłacając, a potem czekając, czekając, czekając, czekając ..
W niektórych przypadkach dopiero spadkobiercy się doczekiwywali, wymarzonych czterech kółek. No a ich jakość była taka, jak nie przymierzając jakoś obsługi pacjenta leżącego na korytarzu przy wejściu do kibelka.
Przykłady można mnożyć.
Wynika z nich jeden wniosek.
Podział na lepszych i gorszych jest tam gdzie jest państwowa własność, czyli w też w państwowych szpitalach, natomiast znika wtedy gdy pojawia się prywatny właściciel, czyli jest dokładnie odwrotnie niż twierdzi Pan minister.
Kiedyś za czasów komuny był w telewizji taki program Listy o gospodarce się nazywał. Prowadził go redaktor Bober. Program pokazywał głupoty PRL. Gdy w jednym z nich, zaproszony pan minister roztaczał przed widzami świetlaną przyszłość swojego resortu i jak to on wszystkim zrobi dobrze, pan Bober przerywając mu z uporem zadawał jedno pytanie. Panie ministrze, czy pan w to wszystko wierzy, czy naprawdę pan w to wierzy co Pan mówi.
Po tych beszczelnych pytaniach rogram zdjęto z anteny.
Wprawdzie daleko mi do pana redaktora Bobera, ale czytając wypowiedź o ponurej przyszłości jaka czeka pacjentów, gdy szpitale sprywatyzujemy, o korytarzach dla biednych i przestronnych salach dla bogatych, korci mnie żeby zadać podobne pytanie.
Panie ministrze, czy Pan w to wierzy ? Czy pan naprawdę w to wierzy czy tylko chce dokopać platformie ?
W prywatyzacji szpitali jest jedno niebezpieczeństwo.
Nie to że przyszły właściciel będzie różnicował pacjentów. To włóżmy między bajki. Całkiem inne
O prywatyzacji szpitala w powiecie ma decydować starosta i radni.
Kto przeważnie zasiada w radach gmin i powiatów ? Ano przeważnie zasiadają nauczyciele i lekarze. Bo oni z racji wykonywanego zawodu są ludźmi popularnymi, więc ludziska na nich oddają swój głos. Bywa że taki radny doktor migiem po wyborach awansuje na dyrektora takie szpitala.
Jeśli ma się zamiar szpital sprzedać trzeba sprzedać go na otwartym przetargu takim gdzie facet z młotkiem waląc w stół woła; dziesięć milionów, dzeipo raz pierwszy, po raz drugi itd.
Sprzedać temu kto da więcej, ale jednocześnie zagwarantuje, że szpital zaraz po przejęciu dokapitalizuje, oraz mając doświadczenie w nowoczesnych sposobach zarządzania usprawni działanie jednostki. Wtedy i tylko wtedy taka prywatyzacja będzie miała sens, bo poprawi standard świadczonych usług.
Czy jednak pana radnego doktora dyrektora, lub grupę kilku takich radnych, nie będzie korcić kupić taki szpital ?
Czy Pana starostę nie będzie korcić sprzedać im tego szpitala, na super korzystnych, niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika warunkach, na przykład na raty płacone z przyszłych dochodów, w zamian za rzecz dla rządzenie bezcenną, w zamian za poparcie w radzie ?
Pewnie będzie.
Gdy ulegnie , nie będzie już mowy ani do dokapitalizowaniu, ani zmianach w sposobie zarządzania, czyli o tym co powinna nieść za sobą porządnie zrobiona prywatyzacja. No a mieszkańcy, widząc że w szpitalu oprócz tego ze paru ważnych i wpływowych facetów przejęło go praktycznie za friko nic się nie zmieniło, , będą dalej podzielać opinię, że ta cała prywatyzacja to tak naprawdę jedno wieeeelkie złodziejstwo.
Gdyby ten temat podniósł PiS , to rozumiem.
Marek Tomsia
artykuł ukazał się też na www.polskaliberalna.net


Komentarze
Pokaż komentarze (6)