W ciągu 10 lat możemy mieć centrową partię liberalną o stabilnym poparciu na poziomie partii średniej. Wiedzie ku temu wiele możliwych drog. Droga, którą proponuje PD jest najkrótsza. Warto nią pójść. Jakkolwiek sprawy by się nie potoczyły, każdy może być pewien tego, że PD będzie prowadzić odpowiedzialną, umiarkowaną, proeuropejską, tolerancyjną, otwartą na człowieka i szanującą jego godność politykę.
Manowcom, na które idą niektórzy młodzi, liberalni krytycy PD, na imię Unia Polityki Realnej, tudzież KoLiber. Trudno uwierzyć, ale są tacy liberałowie, którzy we współpracy z tymi antyeuropejskimi, radykalnie konserwatywnymi, nacjonalistycznymi siłami spod najciemniejszej gwiazdy widzą lepszą alternatywę niż w sojuszu z niedoskonałą PD. Najdziwniejszy jest fakt, że są to często ludzie, którzy krytykowali PD za koalicję z socjaldemokratami, która oznaczała poświęcenie części liberalnych ideałów, i ideologiczną „nieczystość”. Teraz ci sami ludzie gotowi są popełnić ten sam „grzech”, bo oczywistym jest, że w koalicji z UPR nie będzie możliwa realizacja liberalnego programu w wielu dziedzinach (w zasadzie w żadnej, poza ekonomiczną, a i tu jeżą się pułapki). Sami poświęcają zatem część liberalnych ideałów, sami popadają w ideologiczną „nieczystość”. Tworzenie takiej struktury, generalnie liberalno-konserwatywnej, nie ma również sensu ze strategicznego punktu widzenia. W społecznym odbiorze byłaby to już druga partia konserwatywno-liberalna, tylko w przeciwieństwie do PO, byłaby słaba, radykalna, pozbawiona znanych liderów, realnego (pragmatycznego, nie ideologicznego) programu. Szkoda czasu i energii młodych ludzi na projekt pozbawiony szans, a w dodatku zagrażający polskiemu liberalizmowi związaniem się ze skrajną prawicą, która od Marka Jurka czy wszechpolaków różni się tylko stosunkiem do wolnego rynku. Taki sojusz może skompromitować liberalizm na długi okres czasu, jak pokazuje przykład austriacki, gdzie Partia (konserwatywno-libertariańskiej) Wolności jest kojarzona z ksenofobią, nacjonalizmem, antysemityzmem, zaściankowością, ludycznym prowincjonalizmem i... ok, z wolnym rynkiem. Tak to do dziś pokutuje w Polsce pojmowanie liberalizmu jako idei wyłącznie ekonomicznej, którą można połączyć z dowolnymi, niesocjalistycznymi poglądami, że wpycha to nieopierzonych pasjonatów wolnego rynku w ramiona cynicznych „KoLibrów”.
Proponuję lepszą drogę. Wymaga ona cierpliwości i utrzymania emocji na wodzy. Na dzień dzisiejszy wydaje się utopijna, ale na pewno mniej utopijna niż uzyskanie przez koalicję FL-UPR wyniku powyżej progu wyborczego. Pozwólmy socjalliberalnej PD wypróbować swoją centrolewicową strategię. Niech z pomocą nazwisk Geremka, Onyszkiewicza i Kułakowskiego wzmocni się samodzielnym przekroczeniem progu w wyborach europejskich. Od jesieni na jej czele stanie nowy przewodniczący. Osobiście obiecuję niniejszym, iż postaram się namówić go do stopniowej (nie nagłej i dezorientującej wyborców) modyfikacji linii politycznej bardziej ku liberalnemu centrum. Jeśli PD uda się ustabilizować poparcie na poziomie powyżej 5% i rzeczywiście część liberalnych wyborców PO przerzuci do końca kadencji na nią swoje poparcie, to także wypadkowa poglądów elektoratu, a w efekcie zapewne również bazy członkowskiej, zmieni się w liberalnym, mniej socjalnym kierunku. Jeśli ta partia samodzielnie wejdzie do Sejmu, to wprowadzi deklarowany liberalizm ponownie na scenę polskiego parlamentu. Już sam ten fakt będzie korzystny dla liberalizmu w Polsce. Wzmocniona PD będzie w stanie ponownie otworzyć się na przedstawicieli prawego skrzydła liberalizmu, neoliberałów, ale tylko tych niechętnie odnoszących się do rozwiązań konserwatywnych. W ciągu 10 lat możemy mieć centrową partię liberalną o stabilnym poparciu na poziomie partii średniej. Wiedzie ku temu wiele możliwych drog. Droga, którą proponuje PD jest najkrótsza. Warto nią pójść.
Nie mniej, pozostaje pytanie, czy jest to dobra wiadomość z punktu widzenia liberała. Wielu autentycznych, młodych liberałów wymieniających poglądy i myśli na portalu społecznościowym www.polskaliberalna.net, pozostaje sceptyczna. Mają po temu powody, jako członek PD i zarazem liberał muszę otwarcie to przyznać. Inaczej niż można było być może miec nadzieję, PD nie wróciła natychmiast po wyzwoleniu się z bagna LiD do kursu jednoznacznie liberalnego. Nie jest to dziś UW czasów Leszka Balcerwowicza, gdzie deficyt liberalizmu występował raczej w zakresie tematyki społeczno-obyczajowej, na pewno jednak nie ekonomicznej. Od tego czasu środowisko UW/PD przeszło długą drogę. Przekształcenie partii w PD miało w założeniu przypieczętować plan Frasyniuka, który zakładał stworzenie „polskiej FDP”, czyli partii liberalnej zarowno ekonomicznie, jak i obyczajowo. Jednak to założenie nie uzyskało w mediach prawie żadnego rozgłosu. Mówiono, niestety, raczej o historycznym kompromisie środowisk postsolidarnościowych i postpezetpeerowskich na bazie centrowego, pragmatycznego programu. Polityka sytuacyjna, jak to zwykle w Polsce bywa, wypłukała cały przekaz związany ze światem idei. W efekcie, część autentycznie liberalnych, szczególnie neoliberalnych działaczy poczęła rozważać odejście z partii, a impulsem, który ich do tego ostatecznie popchnął, było w większości przypadków wejście do LiD. Na ich miejsce, zwłaszcza w 2005 roku, do PD weszło sporo osób, które choć zazwyczaj wcześniej nie działały w żadnym ugrupowaniu, to jednak miały poglądy umiarkowanie lewicowe, czasem zupełnie nieliberalne. Dziś, po wyjściu z LiD, centrolewicowcy nadal stanowią znaczącą siłę w bazie członkowskiej PD. Dziś przydałaby się nam, PeDeckim liberałom, pomoc tych, którzy przed dwoma laty odeszli. Ponieważ ich nie ma, PD także po odejściu z LiD być może pozostanie partią centrolewicową, o zasadniczo socjalliberalnym profilu, ale głoszącą nieraz treści, które liberałowi (neoliberałowi w szczególności) nie przypadną do gustu.
Kilka ostatnich inicjatyw, które pozycjonują PD raczej w pobliżu SdPl niż PO, na pewno posiada charakter nieliberalny. Zaliczyć do tego trzeba sprzeciw wobec planów resortu zdrowia i procesu prywatyzacji szpitali, który przecież przebiega już o jakiegoś czasu i to z dość dobrym skutkiem. Poparcie dla strajku nauczycieli również razi, pomimo tego, że ich żądania płacowe są tak samo uzasadnione, jak lekarzy. Partia liberalna nie powinna jednak z sympatią odnosić się do akcji ZNP, choć krytyka rządu niewywiązującego się ze swoich obietnic jest na miejscu. Zupełnie niezrozumiały jest sprzeciw wobec wprowadzenia „bonów oświatowych”. Jest to przecież flagowy projekt liberalny, zaś argument, jakoby system bonów mógł zagrozić „słabszym szkołom” jest niepojęty. Słabe szkoły nie są nam potrzebne i ich likwidacja na drodze quasi-rynkowej weryfikacji byłaby zjawiskiem ze wszechmiar pożądanym. Zaskakujący jest argument, iż Kartę Praw Podstawowych należy ratyfikować ze względu na jej socjalne gwarancje. Otóż jest to jedyny dobry argument przeciwko jej ratyfikacji, która pomimo tego powinna mieć miejsce.
Nie mniej, krytyka młodych liberałów z www.polskaliberalna.net pod adresem PD prowadzi wielu z nich na manowce. Jako ludzie młodzi są oni ideowcami, co oczywiście jest ożywcze i szlachetne, szczególnie na tle świata polskiej polityki. Jako nadal człowiek młody i ideowiec taki jak oni, ale równocześnie jednak już trzydziestolatek z blisko dziesięcioletnim stażem w polityce praktycznej i po wielu lekturach na temat owej praktyki, pragnę aby w ocenie aktualnych działań PD nie brali oni pod uwagę tylko akademickiej miary „czystości ideowej”. PD nie jest i nie będzie w najbliższym czasie modelową partią liberalną. Dla sukcesu partii istotna jest jej strategia. Dziś, gdy na scenie politycznej dominuje ugrupowanie, postrzegane jako zasadniczo liberalne, przedstawienie programu ideowego podobnego doń musiałoby oznaczać ponowną margnializację.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)