Jak zwykle emocjonalna debata o aborcji zyskała niedawno w Polsce nowy wymiar. Za i przeciw zaczęto rozważać w odniesieniu do przypadku konkretnej osoby, której sfera prywatności została w efekcie tego w poważny sposób pogwałcona. Stała się rzecz niesłychana i niedopuszczalna.
Jestem zwolennikiem braku prawnego zakazu aborcji, ale równocześnie życzyłbym sobie, aby kobiety nie korzystały z tych zabiegów, ponieważ aborcja jest etycznie niewybaczalna w każdym przypadku, z wyjątkiem zagrożenia życia i zdrowia matki. Dlatego dla mnie happy endem historii Agaty byłoby urodzenie dziecka. Szczególnie, jeśli prawdą jest, że ciąża nie jest wynikiem gwałtu, a dobrowolnego stosunku płciowego osoby w wieku poniżej 15 lat, czyli co prawda czynu także zakazanego, ale jednak dobrowolnego, w którego przypadku inaczej wygląda kwestia odpowiedzialności za skutki.
Z drugiej strony, argumentacja dyrektora lubelskiego szpitala, który po prostu z otwartą przyłbicą łamie prawo powołując się na etykę, jest zatrważająca. Jeśli etyczne wyobrażenia ludzi zaczną górować nad skonkretyzowanymi i bezosobowymi przepisami legislacji, to porządek społeczny w Polsce ulegnie degeneracji. To przestrzeganie prawa umożliwia współżycie ludzi o zróżnicowanych systemach wartości w jednyum państwie. Jest źródłem zaufania społecznego, którego w Polsce ciągle jest mało i którego nie wolno dalej osłabiać. Dyrektor Jacek Solarz, który nie tylko odmówił wykonania bez wątpienia legalnej aborcji w swojej placówce, ale także nie wskazał innego szpitala, który by się tego podjął, naruszył prawo, jest zatem przestępcą, który niezależnie od wszystkich innych racji musi ponieść konsekwencje.
Obrzydliwe są próby wygrania wojny ideowej, która toczy się dosłownie na ciele 14-letniej dziewczyny. Wysyłanie SMS-ów, pikietowanie, łażenie za Agatą i jej matką po mieście, natarczywe próby nawiązania rozmowy, mimo iż druga strona sobie tego nie życzy, to mobbing w najperfidniejszej postaci i ludzie, w tym duchowni, którzy biorą w tym udział sami wystawili sobie jak najgorsze świadectwo, niezależnie od szlachetnych motywacji. Ale najobrzydliwiej zachowują się media. Marek Magierowski z „Rz” wyje wręcz „Zabijcie to dziecko, redaktorzy Wyborczej, na co jeszcze czekacie?”.
Coś takiego napisać może tylko dureń czystej wody, który ma nie po kolei w głowie. Natomiast „Gazeta” robi wrażenie, jakby życzyła sobie, aby aborcja została przeprowadzona, skoro taka jest wola Agaty i jej rodziców. Żeby był to przykład pokazujący, że tak można, tak jest dobrze, jeśli prawo dopuszcza, to tak być musi. Nie musi, bo jednak chodzi o życie płodu, który będzie człowiekiem. Dlatego człowiek przyzwoity powinien mieć nadzieję, że Agata sama zmieni jeszcze zdanie i zdecyduje się dziecko urodzić. Niestety, brak pośród mediów takiego głosu. Zamiast tego wtykają one swój nos w nie swoje sprawy, wywlekają szczegóły intymne na światło dzienne. Debata publiczna w Polsce tego nie potrzebuje. To jest inna sytuacja niż sprawa Alicji Tysiąc, gdyż tam naastąpiło pewne rozstrzygnięcie sądowe, o którym opinia publiczna powinna była się dowiedzieć. Jeśli jednak już musimy debatować o aborcji, to w sposób ogólny, bez dokonywania sekcji konkretnych przypadków, gdyż w ten sposób krzywdzimy konkretnych ludzi.
Odczepcie się zatem wszyscy od Agaty i przestańcie jej doradzać, bo nie macie zielonego pojęcia o tym, przed jakim dylematem stoi.
Piotr Beniuszys
Komentarze
Pokaż komentarze (3)