Dobra, dobra, możemy sobie pomstować na zdziczenie ateickiej ludności, upadek wartości i takie tam. Wyjaśnienie ilości ataków na ludzi modlących się pod krzyżem jest stosunkowo proste. Z przyczyn obiektywnych pod krzyżem zamieszane są proporcje między zwolennikami, a przeciwnikami:
- Pałac Prezydencki jest usytuowany w "dzielnicy rozrywkowej". Tam dookoła są puby i dyskoteki. Niedaleko jest deptak na Chmielnej. Oznacza to, że w okolicy co noc jest masa ludu rozrywkowego, podpitego. Nie stanowi dla nich żadnego problemu wyjść sobie z Hybryd czy też z Enklawy i przejść się te 500 metrów pod krzyż, pogapić się, poskandować coś tam coś tam, poczuć siłę w tłumie.
- Są wakacje! Jest dużo studentów i licealistów, którzy naprawdę nie mają co robić. Nie wyjechali na wakacje, więc jedyną alternatywą jest zrobić burdę pod krzyżem. Rozrywka za darmo i jeszcze można się ziomalom pochwalić.
Chcę przez to powiedzieć, że to nie jest tak, że z całej Warszawy i innych miast zjeżdzają się szaleni ateiści i pijani żule, żeby walczyć z katolicyzmem. Krzyż miał pecha trafić w sam środek dzielnicy rozpusty, w okresie letniej rozpusty. Ilość żuli w tym środowisku nie odpowiada ilości żuli w społeczeństwie.
Zupełnie inaczej by to wyglądało, gdyby Pałac Prezydencki stał gdzieś na uboczu, może na Mokotowie, może w Al. Ujazdowskich. Na miejscu byli by głównie obrońcy krzyża, a żulerii naprawdę nie chciałoby się tam jeździć. Byłoby jeszcze trochę ideologicznych ateistów z transparentami.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)