Tezy Migalskiego znamy, nie ma sensu ich tu powtarzać. Zbigniew Ziobro w ostatnim wywiadzie mówi tak:
www.rp.pl/artykul/526348_Te_wybory_mozna_bylo_wygrac_.html
Ziobro: Sądzę, że gdyby [kampania] była inna, Jarosław Kaczyński byłby dziś prezydentem.
sztab koncentrował się na kampanii wizerunkowej i właściwie unikał polemiki z kontrkandydatem. Sformułowano zasadę, by nie mówić o tragedii smoleńskiej i śledztwie. Prezes Jarosław Kaczyński, Jacek Kurski i ja nie podzielaliśmy tego poglądu. Zwyciężyło, niestety, inne stanowisko.
Decyzja została podjęta pod presją środowisk związanych z „Gazetą Wyborczą“i innymi mediami pilnującymi poprawności politycznej. Nasi przeciwnicy obawiali się, że na tym polu Bronisław Komorowski poniesie porażkę. Taka debata mogła budzić patriotyczne nastroje i przyczynić się do zwycięstwa Jarosława Kaczyńskiego.
Teraz nie da się już mówić o tragedii tak, jak było to możliwe w kampanii prezydenckiej. Wtedy Polacy żyli tą sprawą, zadawali pytania. ... Wówczas powinniśmy mówić o sprawie, ale bardzo spokojnie!
(redaktor): Łatwo jest krytykować już po wyborach. Nigdy się już nie dowiemy, jaki byłby efekt, gdyby kampanię prowadzono tak, jak pan mówi.
Byłaby taka, jak podczas drugiej debaty telewizyjnej, do której Jarosława Kaczyńskiego przygotowywał Jacek Kurski. Wtedy prezes PiS punktował konkurenta, nie uciekał od trudnych kwestii.
Co ja na to powiem? NIgdy się nie dowiemy, co by było, gdyby kampanię prowadzili oldskoolowi kampanierzy PIS, a nie młode liberały. W polityce inaczej niż w fizyce, nie można powtórzyć eksperymentu. Nie można sprawdzić alternatywnej strategii.
Mam jednak bardzo poważne oskarżenie pod adresem Migalskiego:
Jak wiemy Migalski nie jest członkiem PIS, więc nie można go za karę wywalić z partii. Prawdopodobnie został przez środowisko liberałów wypchnięty do odpowiedzi, bo tylko jemu nic nie można zrobić. Na stołku w Brukseli może jeszcze długo siedzieć.
Moim zdaniem List Otwarty MIgalskiego jest próbą przykrycia odpowiedzialności za SPIEPRZONĄ kampanię. Jest to próba o tyle bezczelna, że porażkę nazywa sukcesem. Zamiast się bronić, przechodzi do ataku. Zamiast dyskutować o swoich błędach i błędach sztabu wyborczego, obarcza winą kandydata. "Wicie, rozumicie, jak tu wygrać z kandydatem co na starcie ma raptem 20% poparcia?" Taaaaakaaaa hucpa!
W kampanii wyborczej nie użyto grubych dział. Nie powiedziano wyborcom, dlaczego wybór Komorowskiego jest zły. Nie po prostu zły, ale ZŁY. Nie wyciągnięto na przykład sprawy umowy gazowej, którą prezydent może zablokować i co zresztą chciał zrobic Lech Kaczyński. Natomiast druga strona nieustannie waliła w Kaczyńskiego działami strachu, zła, kaczyzmu. PO bardzo wyraźnie powiedziało wyborcom, dlaczego mają nie głosować na Kaczyńskiego. Czy sztab PIS powiedział wyborcom PO, dlaczego nie powinni głosować na Komorowskiego? Zasiali jakieś wątpliwości?
Tak więc należy się zastanowić, czy działalności pana Migalskiego et consortes nie należy po prostu uznać za SABOTAŻ. Świadomy lub nieświadomy. Może faktycznie ulegli dezinformacji ze strony GW. Pamiętajmy, celem dezinformacji jest np. przekonać nas, że nasze silne strony są naszą słabością.
P.S. Moja silna opinia bierze się również z tego, że nie wierzę w sondaże.
P.P.S. O umowie gazowej musiałem się sam doinformować, bo PIS nie raczyło swoim wyborcom powiedzieć o takich sprawach. Super partia, wyborcy muszą sami sobie szukać powodów, żeby na nią zagłosować!


Komentarze
Pokaż komentarze (5)