www.haaretz.com/magazine/week-s-end/two-jews-meet-on-a-train-to-warsaw-1.310517
Pisałem już wcześniej, że czasy dzisiejsze nadal wymagają uważnego interpretowania słów pisanych. Tak jak kremlinolodzy czytali "Pravdę", tak nadal musimy doszukiwać się ukrytych intencji i zamierzonych perswazji.
W Haaretz ukazał się kolejny "lament" - to chyba najlepsze określenie - nad biedą Żydów ukrywających się przed polskim antysemityzmem po wojnie, a nawet nadal dziś. Interesujące w tym artykule nie jest to, co zostało powiedziane, ale co zostało przemilczane, chociaż jest znanym faktem. Oto rzeczy, na które ja zwróciłem uwagę:
1. "It is well known that as a rule Poles did not welcome the survivors."
To jest nieuzasadniona generalizacja plus tzw. weasel word.
2. "Tens of thousands were effectively deported in 1956 and 1968."
Brak historycznego kontekstu "deportacji". Przecież to nie był żaden polski spontan. Np. rok 1968 był rezultatem polityki Moskwy - opowiedzenia się po stronie arabskiej, zerwaniem stosunków dyplomatycznych z Izraelem. Działania antysyjonistyczne władzy w Polsce, podkreślam władzy, nie społeczeństwa, były w prostej linii wypadkową realizacją międzynarodowej polityki Moskwy na niższych szczeblach zarządzania.
Autor to przemilicza, bo to nie pasuje do jego konceptu. Myślę, że czytelnicy Haaretz będąc obywatelami Izraela dobrze pamiętają jakie wydarzenia w relacji ZSRR-Izrael miały miejsce w latach 1956 i 1968.
3. Słowo "German" pojawia się dokładnie raz - w określeniu "German ocupation". Odnoszę wrażenie, że autor konstruuje iluzoryczna wizję świata, w której była sobie przejściowa niemiecka okupacja i sobie poszła, jak wiosenny deszczyk. A problem strasznego polskiego antysemityzmu pozostał.
To kolejne przemilczenie.
4. Przypadek malarza Jonasz Stern - Autor twierdzi, że był on "avant-garde artist who expressed Communist ideas in modern ways" oraz "By then he had joined the opposition to the new Communist regime, and refused to participate in the artistic endeavor of Socialist Realism."
A więc mamy mieć przed oczami obraz przedwojennego artysty trochę sympatyzującego z komunizmem, który po wojnie stał się antykomunistą. Bardzo łatwo jest sprawdzić (wiki), że był on w rzeczywistości: członkiem antyustrojowej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, członkiem Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej (nadzorowanego przez wywiad ZSRR), członkiem Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom, członkiem antyustrojowej Komunistycznej Partii Polskiej i członkiem PZPR. W 1937 więziony w Berezie Kartuskiej, gdzie zwykle trafiali komunistyczni liderzy, szpiedzy. Napisałem antyustrojowej, bo dążyły one do obalenia systemu politycznego w II RP i dezintegracji terytorialnej.
Znowu, niewygodne, istotne fakty są przemilczane.
5. "As is well known, Communist Poland called itself a "democratic republic," but the democracy that existed was really the totalitarian rule of the majority."
Że co?! Jakie rządy większości? Gdyby większość miała cokolwiek do gadania, w Polsce nie byłoby żadnego komunizmu! Może chodzi oto, że ZSRR był większością w porównaniu z nami, albo miał więcej wojska, a może chodzi o większość na zebraniach Komitetu Centralnego?
Update:
Okazuje się, że ta notka wymaga komentarza odblogerskiego, aby zrozumiały był mój stosunek do przytoczonych wydarzeń politycznych. Nie chodziło mi o wydarzenia.
fzp-sceptnick pisze poniżej, że istotą artykułu jest "przywracania tożsamości". No i dobrze, tożsamość można przywracać na różne sposoby i odwołując się do różnych faktów i postaci historycznych. Tożsamość przywraca się ludziom młodym, gdyż starzy znają swoją tożsamość. Artykuł jest skierowany do kogo? Do młodych ludzi w Izraelu.
Problem młodości polega na tym, że młodość nie ma pełnej pamięci o wydarzeniach sprzed urodzenia, a nawet sprzed wieku dojrzałości. Dlatego młodym ludziom można wmówić wiele różnych, nie do końca prawdziwych rzeczy.
To co ja tutaj widzę, to kreowanie w świadomości młodych Izraelczyków jakiegoś skrzywionego obrazu historii, wrażenia, nastroju. W tym świecie nie występuje ludobójczy niemiecki nazizm, o czym świadczy zdawkowe napomknienie o "okupacji niemieckiej", bez dat. Natomiast przekazywany jest obraz drapieżnego polskiego antysemityzmu, który rozwijał się w okresie powojennym w rzekomo demokratycznym państwie polsko-katolickim, tępił judaizm(!) i dwa razy w 1956 i 1968 pozbywał się Żydów. I to jest przedstawianie jako największy problem. I na tym ma być budowana tożsamość.
To jest całkowicie ahistoryczne ujęcie. Świadczy ono albo o ignorancji, albo o złej wierze autora. Nie ma nic o fakcie politycznego podporządkowania Polski w ramach bloku radzieckiego. Polska polityka wewnętrzna była w tym czasie wypadkową polityki moskiewskiej. Polska nie mogła suwerennie kształtować swojej polityki zagranicznej, a wewnętrznej w stosunku do różnych religii i narodowości również. Mogła to robić dopiero po 1989 roku. Nie twierdzę, że wydarzenia roku 1968 były nakazane z Moskwy, ale jako państwo bloku mieliśmy obowiązek dostosować się do moskiewskiej linii politycznej we wszystkich jej aspektach. Moskwa polubiła Egipt, a pokłóciła się z Izraelem. W Polsce wielu Żydów wyrażało poparcie dla Izraela, czyli postawę prosyjonistyczną. Państwo komunistyczne nie toleruje takich odstępstw od ideologii, tak samo jak by nie tolerowało wyrażania postaw proamerykańskich. Za to drugie można było dostać w czapę, a nie bilet na Zachód.
Mamy w Polsce ok. 150 tysięcy osób mniejszości niemieckiej. Gdyby w PRL wyrażali jako środowisko postawy proerefenowskie w czasie jakiegoś międzynarodowego konfliktu politycznego, to też by się ich szybko pozbyto. Tak działał ten system.
Nie lubię równiez oczywistych fałszów. Malarz Stern jest przedstawiany jako antykomunista, chociaż był członkiem partii komunistycznych przed jak i po wojnie. Ktoś kto przeczytał Haaretz, tego nie wie, a nawet "wie" coś przeciwnego. Po co takie niedomówienia?




Komentarze
Pokaż komentarze (15)