Wycięło mi dosyć długą notkę przed zapisaniem. Odtwarzam ją w skrócie:
Jak pamiętamy, PIS stosowało często agresywną retorykę. W 2005 dała im wygraną, w 2007 dała przegraną. Z kolei w 2010 agresywna retoryka PO dała im wygraną. Czy więc agresja w polityce jest skuteczna, czy też nie?
Wszystko zależy od tego, kto jest obiektem agresji. W 2005 roku obiektem agresji PIS byli politycy SLD, oligarchowie. Natomiast po zdobyciu władzy zagalopowali się i rozszerzyli retorykę agresji na szerokie grupy społeczne. To był oczywisty błąd. Przez dwa lata skutecznie pracowali nad trwałym zniechęceniem do siebie wybranych grup społecznych - wykształciuchy, lekarze w kamasze, itd.
Natomiast w roku 2010 PO stosowało również agresywną retorykę ustami Palikota, która była skierowana w żywych i martwych polityków PIS. I to odniosło oczekiwany skutek.
Wniosek jest taki, że wyborcy tolerują agresję i werbalny lincz. Wyborcy uważają polityków za gladiatorów na arenie kolosseum, którym się nie współczuje. Natomiast wyborcy oczywiście nie chcą się stać obiektem ataku.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)