Po pierwsze, im bardziej przewiduje się jego klęskę, tym mniej się go boi i tym większa szansa na wewnętrzne tarcia wśród rządzących. Myślę tutaj o powtórce z walk kamand Millera i Kwaśniewskiego. Jeszcze zobaczymy tego efekty.
Po drugie, media bardzo usilnie pracują nad tym, żeby zrobić z niego antyestablishmentowego trybuna. Powiedzmy sobie szczerze, że prowincja establishmentu zwanego potoczniej stolycą, nie lubi. Jeszcze parę miesięcy takiej nagonki i na wsi Kaczyński będzie mieć 80% poparcia, bo już teraz PIS ma 50% poparcia wśród rolników i 43% wśród robotników niewykwalifikowanych.
Z politykami jest tak, że im bardziej się ich nieuczciwie bije po twarzy, im wścieklej się atakuje, tym bardziej rosną w siłę. Jak pamiętam, Monika Olejnik zapraszała Leppera do siebie tylko po to, żeby go kompromitować jako buraka na wizji. I oczywiście, w grupie jego nie-wyborców, rosła do niego awersja. Tylko że to była grupa warszafkowych wyborców, która i tak nie miała zamiaru nigdy na niego głosować, więc nie miało to znaczenia. A wprost przeciwnie, w grupie plebejskich wyborców takie atakowanie było dowodem wiarygodności Leppera.
Chyba niedocenia się znaczenia akcji medialnej związanej z fałszywymi "prawdziwymi Polakami". Tego dnia Matrix się odsłonił i pokazał, co jest pod spodem. Zaglądasz pod sukienkę, a tam obleśne truchło. Takiego widoku się nie zapomina.
TVN24 "Fakty" następnego dnia przyznały się do błędu, lecz butnie nie przeprosiły. A faktycznie przyznały się do tego, że cały ekosystem medialny jest niewiarygodny i nie można mu ufać, bo powiela kłamstwo i go nie weryfikuje. A zaufanie do mediów musi być jak do pasów bezpieczeństwa - bezwarunkowe.
TVN24 "Fakty"pokazały również w nadzwyczaj długiej postaci relację z przemówienia. Zamiar był tutaj złośliwy - obnażenie "kaczofaszysty". Moim zdaniem, efekt był inny, było nim przebicie szklanej medialnej ściany przekazem, który głosi Kaczyński. W umysłach zostanie hasło: "Nie chcemy rządów złych ludzi".
Ktoś powie, że to oburzające. Tak, dla wiernego wyborcy PO musi to być bardzo oburzające.
Teraz do dopełnienia przekazu brakuje tylko, aby przekaz Kaczyńskiego został potwierdzony przez jakieś wydarzenia. Wydarzenia, o których można będzie powiedzieć: "Tak, faktycznie rządzą nami źli ludzie, jak mówił Kaczyński." Takie wydarzenia na pewno się pojawią, bo ciągle się pojawiają. Różnica polega tylko na tym, jak są interpretowane: znak dobra, znak zła czy neutralnie.
Kaczyńskiemu na razie udaje się również uniknąć pewnego błędu, który dla niego bywa zabójczy. Otóż czasem zdarza mu się atakować duże grupy wyborców, i to jest błąd. Kaczyński jest retorycznie nadzwyczaj skuteczny wtedy, gdy atakuje rządzących. I właśnie to robi.
Niewątpliwe fałszywka o "prawdziwych Polakach" miała wykreować właśnie to niekorzystne wrażenie. Skoro Kaczyński nie zaatakował wyborców, to trzeba było mu włożyć do ust takie samobójcze słowa. Okazało się jednak, że matriks czasem tego nie trawi i wpada w czkawkę.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)