Gazeta Wyborcza już tak bardzo unurzała się w g....ie, zrobiła tyle zła w stosunku do PIS, że nie może już w przyszłości liczyć na neutralne traktowanie. Gdy któreś z kolejnych wyborów wygra PIS, Gazeta musi się liczyć ze złym traktowaniem.
Dlatego teraz Wyborcza bardzo agresywnie staje po jednej stronie i odrzuca wszelkie pozory obiektywności. Trzeba dorżnąć zranionego wroga, bo inaczej kiedyś wróci się zemścić. Wyborcza nigdy nie wybaczy PISowi krzywd, które PISowi uczyniła.
To samo dotyczy również wyborców, którzy po tym co sami mówili i robili już nie mogą sobie pozwolić na zmianę poparcia z PO na PIS. Przepływ elektoratu będzie ograniczony do minimum. To jest tak jak zbrudzenie się poprzez bycie stalinowskim ubekiem - nie ma powrotu na drugą stronę, można tylko wzmacniać agresję i zaprzeczać własnej winie. A najlepiej jest obarczać ofiarę odpowiedzialnością za winę.
Jedyne wyjście z impasu, to stworzenie nowej osi dualizmu na scenie politycznej w postaci SLD vs jakaś Partia Konserwatywna. Zniechęceni POwcy mogą przepłynąć do SLD, a jakaś nowo stworzona partia konserwatywna przejmie zmęczoną prawą część PIS i PO.
I szczerze mówiąc, młode SLD wydaje się dziś być bardziej rozsądną partią niż PO. SLD potrafiłoby z PIS pokojowo koegzystować, bo są ideowo po przeciwnych końcach sali i obie partie o tym wiedzą i się znają od lat. Obie partie mają swoich bazowych wyborców, o których się nie walczy. Ateiści nie uciekną do PIS, radiomaryjni nie pójdą do SLD, więc nie ma problemu.
Natomiast PO z PIS są tak blisko siebie np. w zakresie konserwatyzmu, że elektoraty pierwotnie mocno się nakładały. Dlatego walka w tej postsolidarnościowej rodzinie musiała być ostra jak bójka na noże w budce telefonicznej.
P.S. Ciekawe, czy Wyborcza przeprosi kiedyś za ten tekst? Na pewno nie.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)