poszukująca poszukująca
299
BLOG

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem...

poszukująca poszukująca Rozmaitości Obserwuj notkę 3

 Czytając liczne wypowiedzi znawców większych i tych mniejszych na temat ks. Bonieckiego oraz wszelkiego rodzaju wpisy forumowiczów i śledzac facebookowe akcje... Wszystko co tylko odnosi się do nowozaistniałej sytuacji związanej z "uciszeniem" ks. Adama można odnieśc wrażenie, że ktoś tutaj popełnił wielkie przestepstwo... Tylko kto? Ks. Adam czy jego przełożeni? A moze tu nie ma żadnej "zbrodni", ale zwykłe zachowanie przełozonego w stosunku do osoby nizszej w hierarchii jeżeli ona zachowuje się niestosownie?

We wszystkich osądach odnoszących się do zaistniałej sytuacji nie mozemy zapominać o kilku kluczowych kwestiach:
1. Ks. Adam Boniecki jest przede wszystkim członkiem wspólnoty zakonnej, a dopiero potem osobą publiczną.
2. Jako zakonnik MUSI podporzadkowywać się decyzjom swych przełozonych (ze względu na sluby posłuszeństwa, które zapewne i w tym zakonie sa składane) - niezależnie od tego czy się na to reszta społeczeństwa zgadza czy też nie.
3. Skoro można "karać" posłów za to, co mówią publicznie to dlaczego też nie mógł tego zrobić przełożony zakonu? Różnica polega tylko na tym, ze tu doszlo do tak zwanego ostrego cięcia - nagle a znienacka dowiadujemy sie że ten i ten, taka a taka osoba ma zakaz publicznych wypowiedzi.

Większość opinii jakie dziś czytałam - nawet wśród ludzi o w miarę głębokich poglądach religijnych - były negatywne w stosunku do przełożonego ks. Bonieckiego, a w sytuacjach gorszych - oczywiście do samego Kościoła.

Jednak w tym całym zdarzeniu należy spojrzeć na to trochę bardziej "prywatnie". Wyobraźmy sobie, że ks. Adam nie jest osobą publiczną, nie posiada swojej audycji w telewizji, nie jest byłym redaktorem naczelnym "TP", ale zwykłym, szarym księdzem-zakonnikiem, który publicznie wyraził swoje zdanie, które nie było zbyt zgodne z tym, co twierdził w ostatnim czasie Kościół katolicki, a przynajmniej nie zajął stanowiska ani zimnego ani gorącego, ale letnie... Jak w tej sytuacji powinien był się zachować jego przełożony? Miał to zbagatelizować? Nie, nie mógł, gdyż właśnie po to jest, aby reagować w sytuacjach kiedy zagrożone jest nie tyle dobre imię zakonu, co kwestie wiary.

Dzisiejsza sytuacja i zachowanie zastosowane w stosunku do ks. Adama wydaje się być najlepiej określone przez Pana Pawła Mielcarka:

"Nie chodzi o żadną ekskomunikę, ale o to, że przełożeni ks. Bonieckiego, zobowiązani przed Bogiem także do ochrony swego podwładnego przed jego elokwencją, uznali, iż powinien ochłonąć i mieć przez jakiś czas głowę wolną od medialnych emocji".

Oczywiście nie kazdemu się moze podobać to, że w Kościele katolickim nie istnieje zasada demokratycznego podejmowania decyzji, ale że istnieje hierarchia, która to często przynagla nas katolików, a przede wszystkim kapłanów, zakonników do spełnienia czegoś, co niekoniecznie musi być zgodne z wolą i twierdzeniem większości.

Najciekawszym dla mnie w tej całej sytuacji jest to, że gdy na księdza Piotra N. nakładano różne restrykcje, to duza część społeczeństwa nie "rzucała" się na hierarchów Kościoła katolickiego za to, ze chcą go "uciszyć" - wręcz uwazano, że jest to właściwy ruch wobec niepokornego i nieposłusznego kapłana...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości