Białoruś (i jej mieszkańcy) potrzebowała i potrzebuje czasu. I to niekoniecznie by obalić Łukaszenkę, lecz by wykreować własne elity, które są świadome żywotnych interesów swojego kraju. Jakoś nikt nie zauważa, że Białoruś w punkcie startowym nie miała żadnych elit. Stalin i jego oprawcy już o to zadbali, a ich następcy nie widzieli żadnego interesu w tym, by odbudować białoruską inteligencję.
Wbrew pozorom czas rządów Łukaszenki nie jest czasem zmarnowanym. Pojawiła się drobna przedsiębiorczość, pojawili się ludzie z dyplomami najbardziej renomowanych uczelni świata, a równocześnie nie dokonano zmian własnościowych na wielką skalę, które w warunkach połowy lat 90. zapewne skończyłyby się raczej masową grabieżą majątku narodowego, jak np. w Polsce, która nie mając własnych elit finansowych pozwoliła na zniszczenie wielu gałęzi gospodarki.
Białoruś ma jeszcze czas. Oczywiście ceną jest brak wielu swobód politycznych, i charakterystyczne dla systemów autorytarnych nadużycia władzy, zwłaszcza przez aparat policyjny.
Jednak nie wiem czy kraje, które nie widziały nic złego w wysyłaniu swoich ekip na Olimpiadę w Pekinie, mają etyczny mandat do krytykowania Białorusinów. Przecież nawet ci, co uważali że wybory są sfałszowane, nie twierdzili zarazem, że mogliby z Łukaszenką wygrać. Tak więc cała ta manifestacja w Mińsku była raczej akcją solidarnościową z Unią Europejską, niż wyrazem łamania demokracji podczas tych wyborów.
Tak więc, może więcej zaufania do naszych sąsiadów, bo jednak to ich kraj. I nie jestem pewien czy umiemy nim lepiej pokierować niż sami Białorusini.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)