Myślę, że problem leży w specyfice Białorusi, lecz także w Doktrynie Busha, szczególnie rozumianej współczesnej odmianie Doktryny Breżniewa. Jest rzeczą zasadniczą rozumieć szerokie kręgi społeczeństwa białoruskiego, które wszak monolitem nie jest.
Bez dwóch zdań i my i Białorusini uważają Łukaszenkę za dyktatora. A jednak rzadko zadaje się pytanie - dlaczego Łukaszenka ma tak znaczące poparcie w społeczeństwie. Myślę, że po części wynika to z tego, że daje on ludziom swoiście rozumiane poczucie bezpieczeństwa.
Szczególna rzecz. Polska, i to co się stało ze społeczeństwem polskim po roku 1989, jest jednym z fundamentów popularności Łukaszenki. Białorusini chcieliby reform gospodarczych, lecz nie za taką cenę, jaką zapłacili Polacy, a Łukaszenka jest gwarantem, że to im nie grozi. Co więcej jego adwersarze im bardziej są wspierani przez Unię, a w szczególności Polskę, stanowią raczej zagrożenie. Na Białorusi nikt nie chce powrotu Radziwiłłów z ich latyfundiami, a wiadomo gdzie jest Nieśwież, wiadomo gdzie jest Ołyka.
Nie lekceważmy ofiar dyktatury. Dajmy im szansę, edukacji, rozwoju zawodowego, słowem dajmy im to czego odmawiamy własnym obywatelom. Polacy to docenią.
Jednak czy naprawdę chcemy zrozumieć Białorusinów? Oni`wcale nie czują się od nas gorsi. Mają swoje nadzieje, swoje aspiracje, nie tylko lęki o których wspomniałem. Żeby poruszyć szerokie warstwy społeczne tego kraju, trzeba by zaproponować coś więcej, nie tylko słowa o wolności, zwłaszcza politycznej i gospodarczej, lecz także żelazne gwarancje, w tym socjalne. A tego Europa nie zagwarantowała nikomu, nawet Polsce i Polakom.
Dlatego myślę, że warto jeszcze raz przemyśleć o co nam chodzi. Bo jeśli w Iraku udało się na miejsce Husseina wprowadzić przez postępowy świat szariat, to może lepiej darować sobie cywilizowanie relacji społecznych i politycznych w innych krajach.



Komentarze
Pokaż komentarze