Słowa mają moc magiczną. Jednak w Polsce od długiego czasu trwa proces deformowania języka poprzez tworzenie takich słów-wytrychów, które mając formalnie na celu definiowanie zjawiska, w istocie zaśmiecają język, nie czyniąc żadnej nowej sensownej jakości, a wręcz zakłamując istotę rzeczy, którą miałyby opisywać. Winię tutaj głównie środowisko dziennikarskie, gdyż to właśnie jego przedstwiciele lubią chodzić na skróty.
Takim słowem jest Pseudokibic, takim słowem jest Kibol.
Jeśli klient w sklepie coś ukradnie, to nie jest nazywany pseudoklientem, lecz złodziejem. Jeśli poseł (nawet marszałek sejmu) zachowuje się ordynarnie, czy grubiańsko, to nazywa się go chamem i tyle - nie pseudoposłem. Mordercy nie nazywa się pseudoczłowiekiem. Skąd zatem takie wyróżnienie dla bandytów i chuliganów, bywających na imprezach sportowych? Ja tego nie rozumiem.
Kibic jest to uczestnik imprezy sportowej w charakterze widza. Poza obiektem sportowym jest takim samym człowiekiem jak kazdy inny. Jeśli na kogoś napada - jest zwyczajnym bandytą. Jeśli jest nim w istocie i umawia się z innymi ludźmi tegoż pokroju na bijatyki, to ani on ani jego kamraci - nie są żadnymi kibicami tylko chuliganami, bandytami, a w niektórych przypadkach zbrodniarzami. I tyle. Po co kaleczyć język? Po co obrażać ludzi definiowanych jako kibice, jeśli to zjawisko ich nie dotyczy, bo dotyczyć nie może.
Szanujmy swój język. I szanujmy też ludzi. I wymagajmy tego też od osób, które z racji swojego zawodu kształtują język w obiegu publicznym.
Naprawdę warto.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)