2 obserwujących
6 notek
3094 odsłony
  1266   0

Jeszcze o różnicy wskazań pomiarów wysokości

Kilku autorów poruszało w swoich tekstach problem różnych odczytów wysokości podczas podejścia do lotniska w Smoleńsku, w zależności od urządzenia które je rejestrowało. Wysokości pochodzących z GPS-a i wysokości mierzonej poprzez pomiar ciśnienia.

Różnice wskazań dochodziły do 60m, co przy normalnie działającym samolocie nie powinno mieć miejsca. Brak wyjaśnienia tych różnic, powoduje że tak naprawdę, trudno mieć zaufanie do danych parametrów latu, jakimi dysponujemy.

Najprostszym wyjaśnieniem jest oczywiście przyjecie, że urządzenia te w trakcie lotu się zepsuły. Pozostaje pytanie czy zepsuły się same z siebie ale to już inne zagadnienie. Wydaje mi się że można jednak znaleźć wyjaśnienie tego zjawiska, przy założeniu że przyrządy działają poprawnie i rzeczy dzieją się bez ingerencji kogokolwiek z zewnątrz.

Żeby zrozumieć konsekwencje sytuacji pogodowej w Smoleńsku, trzeba cofnąć się do pewnej publikacji Naszego Dziennika. Niestety było to już dość dawno temu i nie pamięta daty publikacji. Był to wywiad z osobą która pracowała na kilku lotniskach rosyjskich jako szef personelu naziemnego. Między innymi mówił, że podczas pogrzebu Breżniewa zarządzał lotniskiem które przyjmowało zagraniczne delegacje. W wywiadzie opowiedział o wypadku który zdarzył się na smoleńskim lotnisku, w czasie gdy było ono jeszcze normalnie użytkowane przez armie ZSRR.

Samolot transportowy podchodził do lądowania z tej samej strony pasa i w bardzo podobnych warunkach pogodowych, skutek był taki że w niewielkiej odległości od lotniska rozbił się. Przeprowadzone dochodzenie dało dość zaskakujące wyjaśnienie. Przyczyną katastrofy nie był błąd pilotów, czy obsługi lotniska, ani też awaria samolotu, przyczyną katastrofy były siły przyrody.

Okazało się że pojawieniu się mgły w smoleńskim jarze towarzyszy powstanie "próżni" nad jarem, to znaczy strefy znacznie obniżonego ciśnienia. Czasami takie zjawisko napotyka samolot i w efekcie nagle spada o kilkaset metrów. Jeśli rzecz dzieje się na wysokości przelotowej kończy się co najwyżej siniakami u części pasażerów, dla samolotu na wysokości 100 czy 200m jest to zabójcze. I taka właśnie była przyczyna tego opisywanego wypadku. Konsekwencją było ponoć zakazanie lądowań z tego kierunku w warunkach zalegającej w jarze mgły.

Wracając do naszego przypadku. Załoga dysponowała pomiarem ciśnienia z urządzeń zlokalizowanych obok płyty lotniska (podanym przez kontrolerów). Jeżeli to opisane wyżej zdarzenie jest prawdziwe, przelatując nad jarem, załoga musiała dostać się do bardzo lokalnej anomalii, czyli do strefy znacznie obniżonego ciśnienia.

Osobnym problemem który pojawia się podczas analizy tej sytuacji, jest pytanie czy należy prowadzić zniżanie w oparciu o dane GPS-a, czy pomiaru ciśnienia. Co też było poruszane w wielu notkach. Należy tutaj rozważyć dwa zagadnienia: dokładności pomiaru ciśnienia oraz liniowości zmiany ciśnienia z wysokością.

Jeśli chodzi o sam pomiar ciśnienia, jest on z całą pewnością bardzo dokładny, przewyższający dokładnością pomiar GPS-a. Problem jednak w tym, że założenie iż ciśnienie zmienia się liniowo z wysokością, jest bardzo idealistyczne. Można przyjąć takie przybliżenie przy dobrej i bezchmurnej pogodzie, choć nie do końca bo przecież szybowce znajdują w takich warunkach prądy wstępujące i opadające, czyli miejsca o różnym rozkładzie ciśnienia. Chmurą towarzyszą najczęściej silne prądy wznoszące i opadające, znaczne różnice temperatur poszczególnych warstw powietrza, co bardzo zakłóca jego rozkład.

Podsumowując

Różnice w pomiarze wysokości samolotu mogły być spowodowane poprzez lokalne anomalie ciśnienia. Niezależnie od opisanego wcześniej wypadku, sytuacja gdy mamy chmury, mgłę zalegającą nierównomiernie nad terenem, musi spowodować powstanie lokalnych obszarów wysokiego i niskiego ciśnienia.

Zaobserwowana różnica pomiaru wysokości, może być miarą tych lokalnych anomalii. Proszę zauważyć że ostatni TAWS nie ma już takiego "błędu" pomiaru ale też samolot w zasadzie wydostał się z jaru i wszedł w strefę ciśnienia jakie panuje na lotnisku.

W takiej sytuacji prowadzenie zniżania w oparciu o dane GPS-a, z całą pewnością było rozsądniejsze niż opieranie się na pomiarze ciśnienia.

Osobnym problemem który należało by zbadać, to kwestia utraty części siły nośnej przy wejściu samolotu w strefę anomalii. I czy ta sytuacja miała wpływ na przebieg wypadku.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale