Wg mnie amerykański reżyser Oliver Stone powinien się zabrać do czegoś innego. Kiedyś nie byłem pewien, czy do końca jest lewakiem, ale od dłuższego czasu nie da się oglądać jego filmów, gdyż przesycone są takimi właśnie treściami. Kolejnym przykładem jest pokazany z hukiem na festiwalu w Wenecji najnowszy film dokumentalny Stone’a pt. South of the Border.
Bohaterem dokumentu jest wenezuelski Hugo Chavez, którego opiewają tam wylewnie m.in. Fidel i lewicowi prezydenci Brazylii i Boliwii - Lula da Silva i Evo Morales. Chavez objawił się wczoraj na czerwonym chodniku weneckim, na którym - na specjalne zaproszenie Stone’a - zlądował bezpośrednio z Teheranu. Przyjęto go oczywiście „owacją na stojąco” etc.
Chavez stał się faktycznie ikoną lewactwa międzynarodowego z racji swojej polityki antyamerykańskiej & antyizraelskiej i dzięki związkom z reżimem w Teheranie. Według Izraela - Chavez ustalił właśnie z Ahmadineżadem, że Wenezuela odgrywać będzie rolę atomowej surogatki - zbudowane zostaną w tym kraju takie same urządzenia nuklearne, jakie istnieją w Iranie.
Projekt ten określony został terminem wioski atomowej (pueblo luminoso?) - który wejdzie zapewne do leksykonu politycznego. Chodzi o to, żeby w razie ew. uderzenia izraelskiego lub amerykańskiego ocalić od zapomnienia irańską myśl techniczną... W subtelnych kategoriach real politic powiedziałbym, że warto by też sklonować fana Izraela - Ahmadineżada.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)