Na początku tygodnia Netaniahu zniknął gdzieś tajemniczo na cały dzień - okazało się, że wyskoczył na chwilę do Moskwy, choć Putin i Miedwiediew - nic ponoć o tym nie wiedzieli. Tak czy owak rozmowy musiały dotyczyć otoczonego zasłużoną sławą frachtowca Arctic Sea z S-300 dla Iranu.
Rakiety te zestrzeliwują podobno wszystko widzialne, co lata w powietrzu i dlatego Irańczycy - bojący się ataku izraelskiego na instalacje atomowe - wybulili za nie Rosjanom sporo kasy. Ci jednak w marcu anulowali transakcję w zamian za wstrzymanie dostaw izraelskiej broni do Gruzji.
Reżim mułłów obawia się nie tylko zniszczenia cennych wirówek, będących gwarancją przetrwania rewolucji islamskiej - lecz także reakcji łańcuchowej w postaci rewolty wewnętrznej, mogącej go zdmuchnąć bez śladu. Dlatego ajatollahowie zdecydowali się najwidoczniej pójść w ślady małego szatana.
Chodzi o zamówione we Francji kanonierki z Cherbourga - które syjoniści szatańskim sposobem uprowadzili z portu w 1969 roku, przełamując embargo nałożone przez Paryż po Wojnie Sześciodniowej. Wg najnowszej wersji rakiety S-300 zostały wykradzione Rosjanom na zlecenie Iranu.
Mossad namierzył tę akcję, powiadamiając Rosjan, którzy zaaranżowali porwanie statku i następnie jego odzyskanie 18 sierpnia. Zaraz potem Moskwa oznajmiła, że Iran będzie musiał odtąd zamawiać sprzęt w „sposób uporządkowany”. A wszystko to za plecami administracji Baracka Obamy, która nie ma czasu na głupoty.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)