Globalna scena absurdu - doroczna sesja Zgromadzenia Ogólnego ONZ w NYC - dostarcza jak zwykle niezapomnianych wrażeń natury egzotycznej. Tym razem głównymi „dawcami” byli politycy z Libii i z Iranu - Kadafi i Ahmadineżad. Pierwszy z nich m.in. oskarżył Izraelczyków o zamordowanie prez. Kennedy’ego, drugi o panowanie nad światem przy pomocy macek.
Kadafi wystąpił w brązowej todze spiętej szpilą w kształcie Afryki. Zachodni uczestnicy obrad nie zareagowali traumatycznie na tego faceta - podającego się za „niekorowanego króla Czarnego Lądu”- bełkoczącego coś niezrozumiale przez ponad półtorej godziny. Nawet wytrawny tłumacz BBC jąkał się często, próbując rozszyfrować, o co Kadafiemu chodzi.
W sposób dużo bardziej zwięzły wypowiedział się irański Ahmadineżad, choć tym razem nie negował rozmiarów Holokaustu, jak parokrotnie w ostatnim okresie, lecz oskarżył „syjonistów o prowadzenie polityki Holokaustu wobec Palestyńczyków”. Jak się rzekło, skoncentrował się też na izraelskiej dominacji (gospodarka, kultura & media) nad kulą ziemską.
W reakcji na to przedstawiciele cywilizacji zachodniej wyszli z sali, z której nie ruszyli się tylko dyplomaci Hiszpanii i Bułgarii... Lewacki casus Madrytu nie wymaga tłumaczeń. Na uwagę zasługuje atrakcyjna Sofia, która albo przysnęła, co mnie zresztą nie dziwi, albo też chciała przeciwdziałać kalumniom, że znalazła się właśnie w kieszeni międzynar. Żydostwa.
Takie oskarżenia wysuwane są przez oficjalne koła egipskie po tym, jak w rywalizacji o szefostwo UNESCO Bułgarka, Irina Bokowa, pokonała Egipcjanina, Faruka Husni, znanego z chęci spalenia izraelskich książek na targach w Kairze. Prozachodni Egipt, odcinający sie od Iranu czy Libii - podobnie jak one - czerpie obficie z bogatej tradycji europejskiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)