Nigdy nie zachwycałem się Polańskim; w żadnym wypadku nie zaliczyłbym go do pierwszej dziesiątki reżyserów na świecie. W pamięci została mi chyba tylko jedna scena filmowa, gdy w Piratach genialny Walter Mathau wpatruje się przez dziurkę od klucza w złoty tron Kapateka Anahuaka.
Zawirowania z Polańskim interesują mnie chwilowo głównie pod kątem ew. procesu, który mógłby przerodzić się w całkiem fajną aferkę w stylu Dreyfusa... Póki co, najciekawsza w tym wydaje mi się jednak szlachetna rola Szwajcarii, chcącej wydać Polańskiego krwiożerczym Jankesom.
Ekstradycja stałaby się zapewne asumptem do debaty nad całokształtem neutralności szwajcarskiej. Byłby to wdzięczny temat nie tylko w świetle obecnego romansu Berna z Iranem, lecz zwłaszcza w kontekście historycznym, dotyczącym np. kolaboracji z Niemcami w Holokauście.
Jak już mówiłem, Szwajcarzy wydali szkopom co najmniej 10 tysięcy Żydow, którzy usiłowali uciec z Niemiec, skazując ich przez to na śmierć. Namówili też niemieckich partnerów, żeby wstemplowywać Żydom w paszportach duże, czerwone „J” w celu łatwiejszego ich rozpoznania.
Mniej znany jest fakt, że w 1941 r. nie chcieli wpuścić Jamesa Joyce’a, podejrzewając go o żydowskie pochodzenie, gdyż uczynił Żydem bohatera swego eposu Ulisses. Joyce, który zresztą niedługo potem zmarł, musial zadeklarować na granicy: Je ne suis pas juif de Judee mais aryen d’Erin.
Albo opowieść Jana Nowaka-Jeziorańskiego w Kurierze z Warszawy, jak po Powstaniu Warszawskim chciał przedostać się przez Szwajcarię do Anglii. Z najwyższym trudem udało mu sie przekonać Szwajcarów, żeby wywalili go do Francji, a nie do Niemiec, gdzie z miejsca by zginął.
@
To zdaje sie Orson Welles powiedział kiedyś, że Szwajcarzy z całą swoją 500-letnią sielankowością wymyślili tylko zegar z kukułką.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)