Reakcje na pokojowego Nobla dla Obamy zakrawają na kabaret grotechy. Wszyscy jakby zapomnieli, że nagroda prawie zawsze w ostatnich dziesięcioleciach miała charakter stricto polityczny - często bezsensowny: Gorbaczow (1990), Carter (2002), MAEA w 2005. - z jej niedorzecznym szefem ElBaradei, migającym się od ujawnienia prawdy o irańskim „A”.
Żyjemy w czasach, które pod względem historii spiskowych coraz bardziej nawiązują do mroków średniowiecza...W ramach tej konwencji z łatwością można sobie wyobrazić sytuację, w której norweskie gołębie zastanawiają się, co zrobić w najważniejszej obecnie sprawie - rosnącego zagrożenia związanego z nuklearnymi zbrojeniami islamistów wTeheranie.
Siedzą więc i czaszkują ci nobliwi ludzie w Oslo, sącząc duński Akvavit (ohyda!) i przegryzając coraz bardziej wypranymi ze smaku krabami. Nagle któryś dżentelmen rozparty w fotelu z koronką, dzwoni widelczykiem w kielonek: wrzućmy Nobla Obamie - uhonorowany w ten sposób w żaden sposób nie będzie mógł potem grozić skopaniem d. Ahmadineżadowi.
Trudno odmówić facetom w Oslo pewnych racji i machiavellicznych skłonności - to właśnie wg mnie jest głównym motywem ich decyzji. W rezultacie Teheran, czując się uwolniony od groźby uderzenia USA tym bardziej migać się będzie od zamrożenia „A”, stosując gierki w rokowaniach z 6 mocarstwami etc. Nobel dla Obamy to buziaczki dla ajatollahów.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)