Mając do wyboru między naziolstwem a lewactwem wybrałbym trzecią drogę: pieprzenie w bambus, grillowanie i harfistki w mini stringach. Abstrahując jednak chwilowo od tych atrakcji - lewactwo uważam za dużo bardziej rozwojowe*.
Oba te zjawiska są dosyć ohydne, choć naziolstwu nie wróżę świetlanej przyszłości - głównie ze względu na powszechny debilizm jego wyznawców, posługujących się symbolami hitlerowskimi. W starej & młodej Europie to już raczej nie przejdzie.
Także lewacy - vide ostatnio w Warszawie - sięgają do tej ornamentyki, nicując ją jedynie subtelnie na drugą stronę (pasiaki)... Nie twierdzę bynajmniej, że oba schorzenia cywilizacyjne zlewają się w całość, ale jest w tym jakiś fajny paradoks.
Lewacy od dawna stosują arabeski hitlerowskie, demonstrując np. w metropoliach UE z mahometanami przeciw Izraelowi. Dlatego właśnie uważam ich za dużo bardziej rozwojowych od neonazioli, którzy nigdy przecież nie wsadzą na łby arafatek.
* czyt. rozrywkowe


Komentarze
Pokaż komentarze (18)