Nad Nilem zacznie się teraz przebudowa państwa - pod egidą wojskowych - niekoniecznie w kierunku pozytywnym. Zrozumiałe jest, że dla Izraela ważniejsza jest w tej chwili sprawa utrzymania pokoju z Egiptem niż ewentualne, wielce niepewne - procesy demokratyczne w tym kraju.
Trzeba liczyć się z tym, że w czołówce armii egipskiej - nastąpi dosyć szybko pokoleniowa zmiana warty; sędziwi generałowie, towarzysze broni Mubaraka odejdą - przyjdą nowi, współpraca z Izraelem w zwalczaniu islamskiego terroryzmu - nie będzie już taka ścisła jak dotąd*.
Egipt, zajęty sprawami wewnętrznymi, nie będzie w takim, jak dotychczas stopniu blokować ekspansji irańskiej w świecie arabskim. W emiratach naftowych żyją spore mniejszości szyickie. W samym Egipcie - 2 miliony szyitów. Wszystko to sprzyja eksportowi rewolucji irańskiej.
Na BW wzrośnie rola Iranu i Turcji. Nowa sytuacja wymagać będzie całkowitej zmiany strategii wojskowej Izraela i podejrzewam, że także USA, choć Obama jeszcze o tym nie wie... Jego wieczorne krótkie wystąpienie zawierało same ogólniki; nie wspomniał słowem o Mubaraku ani o Iranie.
Za to James Clapper - szef 16 służb wywiadowczych USA nie dalej jak w czwartek wyraził opinię (w Kongresie) - że Bractwo Muzułmańskie w Egipcie jest „organizacją świecką, która wyrzekła się przemocy i bezinteresownie zajmuje się szpitalnictwem”. Brzmi to jak jeden wielki obłęd!
Habib Mohammad, jeden z liderów Bractwa powiedział w piątek wieczorem w telewizji libańskiej, że odejście Mubaraka oznacza „koniec projektu amerykańsko-izraelskiego”.
Nad Nilem nastąpić może powtórka z wojskowego zamachu stanu z 1952 roku, gdy „wolni oficerowie” zdobyli władzę. Była nadzieja, że otworzą nową kartę - także w stosunkach z Izraelem. Niecałe dwa lata później zaczęła tam płynąc szerokim strumieniem broń sowiecka.
@
*Fragment mojego komenta z Polsatu


Komentarze
Pokaż komentarze (49)