Po wyrzuceniu Hosni Mubaraka w piątek wieczorem korespondent „France-2” wrzeszczał na żywca z placu Al-Tahrir: „Izrael przestał być jedyną demokracją na Bliskim Wschodzie”. To kompletny imbecyl - Egiptem rządzi w tej chwili junta złożona z 25 generałów.
Ci faceci musieliby oszaleć, jak niewydarzony Barack Obama, żeby faktycznie dopuścić za pół roku do „wolnych i demokratycznych wyborów”. Prawie 20 lat temu Huntington ostrzegał już, że taka zabawa doprowadziłaby z automatu do sukcesu islamistów.
Tego samego dnia, gdy odsunięto od władzy Mubaraka - w Iranie obchodzona była 32 rocznica rewolucji. Paradoks teraz polega na tym, że tylko dzięki rewolucji irańskiej - 25 generałów egipskich wie dokładnie, iż islamiści mogą też przechwycić władzę nad Nilem.
Główny paradoks historyczny zaczął jednak objawiać się dziś pod wieczór w Teheranie i w paru innych miastach irańskich. Tłumy demonstrujące tam solidarność z Egiptem - znowu żądają odejścia mułłów. Jeśli wytrzymają na tych ulicach dłużej... - może być OK.


Komentarze
Pokaż komentarze (53)