Bliski Wschód staje się znów najciekawszym rejonem świata. Nie przewidzieli tego żadni ludzie mediów ani specjaliści z akademii czy wywiadów mających pełne kieszenie kasy. Ta nieprzewidywalność jest „wartością dodatkową”, z którą warto liczyć się na zapas.
Od rana w libijskim „Dniu gniewu” zginęło już kilku demonstrantów - pragmatyczny ekscentryk płk. Kadafi daje ognia, ale nie w tym rzecz... W pustynnej i rzadko zaludnionej Libii - bogatej w ropę i... w świadczenia socjalne - gwałtowne rozruchy są zaskoczeniem.
Potwierdzają m.in., że obecne wstrząsy w świecie arabskim są procesem głębokich przemian, który zmiecie z powierzchni dawne reżimy. Prawem paradoksu dotyczy to też Iranu, który - nie będąc krajem arabskim... - z własnej woli podłączył się do tego nurtu.
Teheran wysłał dwa okręty wojenne* mające przepłynąć Kanałem Sueskim - z Morza Czerwonego na Śródziemne. Chodziło o „artystyczną prowokację” antyizraelską mogącą odwrócić uwagę od rewolty w Iranie. Egipt nie wpuścił obu kryp do kanału, a szkoda...
Ciekawe, czy egipski noblista literacki Mahfouz powtórzyłby dziś swoje słowa o świecie arabskim: poza Egiptem tylko piach i wielbłądy.
@
* Przestarzała fregata i balia z zaopatrzeniem


Komentarze
Pokaż komentarze (18)