Entuzjaści rewolucji na Nilem doznali w piątek pełnej satysfakcji z uciech nieziemskich, gdy na placu Al-Tahrir pojawił się kleryk islamski w okularkach jak denka od butelek. Był to długo oczekiwany szejk Jusuf al-Kardawi.
Ten duchowy lider Bractwa Muzułmańskiego od 30 lat nie miał wstępu do Egiptu; pierwsze, co wczoraj zrobił, to zawył: „Jeszcze dojdziemy do Al-Aksa”. Nie dalej jak 2 lata temu chwalił Hitlera i Holokaust („spełnienie wyroków Allaha”).
Powrót szejka może uratować Egipcjan przed apokalipsą - dotknięte suszą Rosja i Argentyna nie chcą im sprzedać pszenicy. Zabraknie jej także w Chinach... - nad Nilem woda dalej paruje z kanałów irygacyjnych z czasów faraonów.
Nie będzie innego wyjścia, jak zwrócić się do Allaha lub Wuja Sama - pierwsza opcja wydaje się realniejsza, co dostarczyć może dodatkowego zajęcia Izraelczykom. Ich serdeczna uwaga i tak już zwrócona jest na Kanał Sueski.
Mają nim przepłynąć lada moment... dwie jednostki irańskie: opiewana tu już przeze mnie fregata „Alvand” z kadetami na pokładzie i statek zaopatrzeniowy wiozący ponoć rakiety dalekiego zasięgu dla bratniego Hezbollahu.
Trzeba więc chyba będzie oba stateczki z lekka prześwietlić.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)