Grupka starszych pań z plecaczkami - w czarnych koszulkach z napisem „Nieuzbrojeni cywile” - macha palestyńskimi chorągiewkami na redzie w Pireusie. Nie mogą wziąć kursu na Strefę Gazy, bo mają obciachy z greckimi władzami portowymi. Grecy, którzy nigdy nie byli zbyt robotni (zwłaszcza w porcie) teraz tym bardziej nie mają do nich głowy.
Sęk w tym, że gdyby babciom z plecaczkami udało się podpłynąć pod Gazę - spod fikuśnych kapturków (czerwonych) mogłyby wychynąć nagle jakieś brodate machy... Wystarczyłby jeden misio-samobójca na pokładzie podczas „rutynowej kontroli” izraelskiej, żeby wydarzenie to znalazło się natychmiast w czołówce doniesień światowych.
Już widzę rozognione panienki z TVN24, wypytujące na przydechu o „szczegóły tragedii” wyrwanego z letargu profesora Weissa w Warszawie... Ile bym dał (czarnego wiskacza na banco Vaticano), żeby w zasięgu tego znakomitego kanału informacyjnego znalazł się też w krytycznym momencie równie wybitny ekspert ds. Bliskiego Wschodu - Sadurski.
Wróćmy jednak do prozy życia: „flotylla miłości” ma poważne kłopoty. Parę dni temu "nieznani" płetwonurkowie urwali śrubę jednemu z jej statków w Pireusie, a wczoraj rozwalili silnik innemu u wybrzeży Turcji. Pociecha w tym, że wiatr zwiewa na redę w Pireusie kłęby gazu łzawiącego z centrum Aten... - panie z chorągiewkami mają wstępny trening i rozgrzewkę przed rejsem.
@
Więcej szczegółów:



Komentarze
Pokaż komentarze (16)