Przytopienie „Flotylli Wolności” to najwyraźniej pierwszy spektakularny łomot spuszczony światowemu lewactwu na gołą wypiętą pupcię. Nie jest to sukces tylko Izraelczyków, lecz dużo szerszy, otwierający nowe interesujące perspektywy. Prawda jest taka, że inicjatorów propalestyńskiej zadymy puszczono w gatkach, co uważam za "superhit lata 2011".
Nowe tendencje objawiają się często w najmniej oczekiwanych okolicznościach - obciach z lewacką flotyllą to wg mnie jeden z takich właśnie momentów przełomowych. Celem tej awantury nie było przecież dostarczenie pomocy „głodującej Gazie”, lecz kolejna próba przedstawienia Izraela, jako „ziejącego nienawiścią okupanta i rzecznika apartheidu”.
Propalestyńskie lewactwo odgraża się wprawdzie, że ze dwa stateczki odpłyną dziś w kierunku „oblężonej Strefy Gazy”, ale tak naprawdę zamierza przenieść swoją kampanię z morza w przestworza... Ziarno tej cennej inicjatywy posiane została wprawdzie w Facebooku już dawno, ale po obecnym obciachu z flotyllą wyraźnie nabrało wigoru.
W najbliższy piątek "650 pacyfistów” z paru stron świata zamierza wylądować miękko różnymi rejsami na międzynarodowym lotnisku B-G pod Tel Awiwem, gdzie zadeklarują znudzonym hostessom z giwerami, że celem ich podróży jest „wolna Palestyna”... Nie jestem z komitetu powitalnego, ale powinny ich przywitać szyldy: WELCOME IDIOTS.



Komentarze
Pokaż komentarze (40)