W komentarzach do mojego wczorajszego wpisu o utrąceniu ojca Maksymina Tandeka z rektoratu toruńskiej Wyższej Szkoły Filologii Hebrajskiej - wiele osób niemal bezwiednie przybierało postawę obronną, przedstawiając chrześcijaństwo, jako stronę poszkodowaną. Moim zdaniem, prawda wygląda inaczej.
Stroną poszkodowaną na przestrzeni 2000 lat w Europie byli Żydzi, których - no, powiedzmy - od III-IV w.n.e. chrześcijaństwo "lansowało" intensywnie, jako "zabójców Jezusa". Bez tego oskarżenia nie byłoby odwiecznej nienawiści do mojego narodu, a co za tym idzie - Hitlerowi nie udałoby się doprowadzić do Holokaustu.
Tak wyglądają fakty i za tę winę chrześcijaństwa wobec Żydów - przepraszał w 2000 roku w Jerozolimie papież-Polak. Dopóki intelektualna elita katolicka w Europie nie otworzy się uczciwie i dogłębnie na debatę wokół tych spraw - dialog polsko-żydowski i chrześcijańsko-judaistyczny będzie tylko biciem piany.
W mojej skromnej ocenie toruńska WSFH pod kierownictwem Maksymina Tandeka była niezwykle ważnym sygnałem, że coś się zaczyna w polskim Kościele (z przełożeniem na europejski) dziać fajnego w tym kierunku. Dlatego nagłe złożenie z urzędu ojca Maksymina przyjąłem z lekkim dyskomfortem.


Komentarze
Pokaż komentarze (102)