Zaczynam dyskretnie podejrzewać, że wcale nie jest tak, iż „arabska wiosna” odpaliła zawirowania w innych rejonach świata, lecz wręcz odwrotnie... Ogólnoświatowe ruchy tektoniczne uwidoczniły się najpierw w najsłabszym, potwornie zacofanym i newralgicznym punkcie, czyli w krajach arabskich.
Częścią tego globalnego tsunami jest wyraźny już chyba jak pryszcz na d***e powszechny kryzys zaufania do struktur władzy w obrębie zachodniej cywilizacji. Po Europie i Stanach przeniosło się to już nawet na Rosję, która - aczkolwiek z licznymi zastrzeżeniami - także zalicza się do tej formacji.
Odwrócony porządek rzeczy - „makro” zamiast „mikro” - jest syndromem cholernie niebezpiecznym. Każdy może sobie to przeflancować na własne podwórko. W Europie w tempie rumby rozłazi się w rękach wizja wspólnoty, czego karkołomnym dowodem jest szukanie zbawienia u kanclerz Merkel.
Wg mnie określenie „globalne ocieplenie” wartałoby z lekka zniuansować..., aby dotyczyło światowego kryzysu cywilizacyjnego. Znamienny jest fakt, że zapaść tę widać najlepiej w basenie Morza Śródziemnego - północna Afryka i południe Europy - czyli tam, gdzie w starożytności mieścił się cały świat.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)