„Spotkałem w swoim życiu Francuzów, Anglików i Rosjan, słyszałem nawet dzięki Monteskiuszowi* o istnieniu Persów..., ale nigdy w swojej urozmaiconej wędrówce życiowej nie spotkałem normalnych ludzi” - tak mniej więcej wyraził się po Rewolucji Francuskiej jeden z licznych wtedy filozofów w tym kraju.
Przypomniałem sobie ostatnio ten greps, gdy w czasie irańskich menewrów morskich operetkowy admirał - w czapie z daszkiem kapiącej od złotych szamerunków - zaczał wygrażać Amerykanom w cieśninie Ormuz. „Jeśli lotniskowiec „John C. Stennis" tam wpłynie zmusimy go do ucieczki”.
Amerykanie bąknęli coś uprzejmościowo, że nie szukają konfliktu i chodzi im tylko o wolną żeglugę w cieśninie Ormuz. Każde dziecko wie, że mogliby w sekundę zdmuchnąć całą pływającą operetę mułłów - wystarczyłby do tego spokojnie sam jeden lotniskowiec „JCS” z jednostkami towarzyszącymi.
Jakoś w tym samym czasie - na tych samych wodach - Marines z grupy uderzeniowej "JCS" uwolnili 13 irańskich rybaków przetrzymywanych przez piratów somalijskich. Teheran uznał tę akcję za „hollywoodzką inscenizację”, ale dużo bardziej hollywoodzki jest artefakt, że piraci olewają „irańskich admirałów”.
@
*Zapewne aluzja do „Listów perskich”.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)