Jak już krakałem na tym aksamitnym blożku, arabscy rewolucjoniści - fejsowi i brodaci - przysłużyli się... „reżimowi syjonistycznemu”. Dzięki nim czołówka cywilizacyjna świata - spanikowana zwyżkującymi akcjami islamu - bierze za pysk Iran i Turcję, chcące zdominować roponośnych wyznawców Proroka.
„Staro-turecki” wizażysta Erdogan zainkasował ostrego kopa w krocze od zdradzieckich Francuzów, którzy posłużyli się wirtualną „kartą armeńską”. Jednocześnie Europejczycy zaostrzyli sankcje wobec Iranu, które wprawdzie póki co też mają posmak wirtualny, lecz mogą okazać się dosyć skuteczne.
Embargo na import ropy ma na celu nie tyle rzucenie ajatollahów na kolana w sensie dosłownym, co wywołanie „irańskiej wiosny” - choćby już przy okazji marcowych wyborów do parlamentu. W takim wypadku mułłowie będą musieli, albo odpuścić z „A”, albo pożegnać się z projektem islamskim.
Sankcje pogorszą jeszcze bardziej sytuację klasy średniej w Iranie, która to formacja w szerokim rozumieniu - jak za nieodżałowanego batiuszki cara i perskiego szacha - bywa głównym motorem rewolucji. W obu przypadkach całkiem ktoś inny zapanował nad tymi żywiołowymi zrywami, ale mniejsza...
W Teheranie matecznikiem średniej klasy jest największy na świecie „Grand Bazaar”. Tam też objawić się może mityczny straganiarz, któryroznieci ogień rewolucji..., jakMohamed Bouazizi w świecie arabskim.
@
OFF-TOPIC: „W ciemności” A. Holland przebił się do pierwszej piątki w walce o Oskara, rywalizując m.in. z filmem izraelskim. Reżyserka powinna jak najszybciej udzielić kolejnego wywiadu kanałowi TVN24, powtarzając, jak poprzednim razem, że polskie poparcie dla polityki Izraela jest „problematyczne”:)))


Komentarze
Pokaż komentarze (38)