Irańczycy spartaczyli w tych dniach robotę z antyizraelskimi zamachami w Tbilisi, New Delhi i Bangkoku. We wszystkich trzech wypadkach chcieli zabić izraelskich dyplomatów w taki sam sposób, w jaki usuwani są... czołowi irańscy atomiści: motocyklista podkleja bombę magnetyczną do samochodu.
W Tbilisi bombka odkleiła się i turkotała za wozem CD; w New Delhi cholerna syjonistka w ostatniej chwili wyskoczyła z autka; w Bangkoku melina z bombami i 3 Irańczykami lekko eksplodowała, po czym dwóch dało nogę, a trzeci sam sobie urwał obie nogi, próbując trachnąć ładunkiem w radiowóz.
Życie dyplomatów izraelskich nie ogranicza się niestety do koktaili z damami w koliach i panami w garniturkach. O tym przekonał się też amb. Izraela w Wawie, Cwi Raw-Ner, który w al. Szucha 23 musiał tłumaczyć, czemu Ochojska nie powinna uszczelniać Beduinom dołów na wodę pod Hebronem.
Wracając jednak na lżejszy grunt motocrossu... Szeroki rozrzut geograficzny działań terrorystycznych Teheranu wskazuje, że reżim mułłów nie zamierza odpuszczać. Jednocześnie jednak potrójny, dotkliwy pod każdym względem obciach z zamachami może świadczyć, że coś u nich ostro gnije od środka.
@
OFF TOPIC... Właśnie Sky News podał (a to jest niezłe źródło), że według ustaleń brytyjskiego wywiadu MI6 „Iran ściśle współpracuje z al-Kaidą, planując na okres wakacyjny serię wielkich zamachów w Europie - być może w czasie olimpiady w Londynie”.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)