W środku nocy wszedł w życie chwiejny nadal rozejm - trwająca od pięciu dni runda zbrojna z „Dżihadem Islamskim” w Strefie Gazy dobiegła końca. Cahal odstrzelił w atakach z powietrza z 30 „bojowników” odpalających katiusze typu „Grad” na skupiska ludności cywilnej w południowym Izraelu.
W sumie spadło tam ponad 200 rakiet różnego typu; nikt nie zginął - głównie dlatego, że antyrakietowe baterie Żelazna Kopuła przechwyciły większość „Gradów” wymierzonych w ośrodki miejskie. Jak już wczoraj mówiłem, systemy te sprawdziły się doskonale w warunkach operacyjnych.
Jest to dosyć istotne na wypadek wojny z Iranem, gdyż związany z nim Dżihad odpalałby „Grady”, a także irańskie rakiety „Fadżar” mogące dolecieć np. do Tel Awiwu. Cahal nadmienił więc kurtuazyjnie, że przeciwko islamistom nie użyto teraz nawet „jednej tysięcznej” potencjału wojskowego.
Dżihadowcy defilować będą wieczorem w Gazie z okazji ogłoszonego dziś „wielkiego zwycięstwa szahidów nad syjonistycznym okupantem”. Jest to tym bardziej śmieszne, że powielają w ten sposób nieśmiertelny greps** senatora George'a Aikena dotyczący Wietnamu: ogłosić zwycięstwo i wybyć.
@
*Męczenników świętej sprawy
**Często błędnie przypisywany dr. Kissingerowi
- „Declare victory and withdraw”.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)