Z Iranem nie jest jeszcze tak źle, jak prezentują to USA i Izrael po tym, jak Teheran (decyzją UE) odcięty został od SWIFT, czyli największego na świecie systemu transferów finansowych. Jedno jest pewne: nękana kryzysem Europa nie podjęłaby takich sankcji bez izraelskiej groźby ataku na mułłów.
Łatwo się domyślić, że Europejczycy, podobnie jak naciskający na nich zakulisowo Amerykanie wiedzą o czymś, czego wszelkimi siłami stara się nie wiedzieć reżim ajatollahów. Izraelski atak dosłownie wisi w powietrzu, choćby nie wiadomo co się potem miało dziać... zaczęło się już odliczanie wstecz.
Odliczanki te oczywiście mają to do siebie, że łatwo je przerwać z byle powodu, np. zmiany kierunku wiatru..., ale w końcu przeważnie następuje moment „zero”, czyli odpalenie rakiety nośnej. Odłączenie od SWIFT jest ostatnią szansą uniknięcia zera bezwględnego - tak to wygląda na dziś.
Mułłowie mają już całkiem niezłą praktykę z omijaniem międzynarodowych sankcji ekonomicznych - umieją też zachować twarz na potrzeby zewnętrzne. Nie należy się też raczej spodziewać, że od razu zaczną reagować histerycznie, jak człowiek pozbawiony nagle karty kredytowej i bankomatu.
Prawdopodobnie odcięcie od SWIFT nie uderzy prawie w ogóle w sektor paliwowy - mułłowie sprzedają teraz ropę głównie Indiom, Turcji i Chińczykom (wymuszającym koniunkturalne zniżki...). Trzaśnie za to na odlew w irańską klasę średnią - w sklepikarzy, hurtowników, rzemieślników i bazar!
Jeśli ruszą się oni - reżim ajatollahów przejdzie do historii, co rozładuje konflikt nuklearny. Najnowsze doświadczenia z Arabami uczą, że jeśli grunt jest przygotowany wystarczy byle iskra - choćby z zewnątrz... Persowie z klasy średniej nie chcą znów zapieprzać z dywanami jedwabnym szlakiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)