Ojczulek bańdziora z Tuluzy, grożący Francuzom procesem za zabicie synka, to wg mnie jeszcze większa makabra niż przekazanie al-Dżazirze nagrań wideo dokonanych w czasie rzeczywistym, gdy popełniane były morderstwa. We łbie się to wszystko nie mieści, ale i w tym wypadku nie ma przecież dymu bez ognia.
Gdyby antyterroryści nie dostali debilnego rozkazu, żeby Meraha wziąć żywcem, rozwaliliby go na miejscu, zamiast babrać się z nim 32 godziny. Tak właśnie należało uczynić, jak już powtarzałem do oporu - chyba sami przyznacie, że nie bez racji. Ulotniłyby się też automatycznie wizje odszkodowawcze tatuśka...
Widać teraz najlepiej, jak potwornie zapętlila się stara Europa z tą swoją tolerancją, a raczej zmęczeniem, strachem i zakłamaniem - w obliczu coraz bardziej zdziczałego islamizmu. Przecież algierski ojciec zbira z Tuluzy nie ośmieliłby się straszyć Francuzów procesem, gdyby nie wyczuwał w nich rozbabrania.
Co z tego, że Alain Juppe poradził mu się zamknąć, bo jest ojcem „potwora”, a ktoś inny uznał jego pretensje za „niestosowne”. W III Świecie takie odzywki nie znaczą nic. Liczy się wyłącznie język siły, który Europejczycy muszą w sobie jak najszybciej odnaleźć. Jak Żelazna Lady w 1982., wysyłając armadę na Falklandy.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)