Zwolennicy centro-prawicowego prez. Sarkozy'ego uprawiają seks 6-7 razy na miesiąc; socjaliści 7-8, zaś skrajna prawica lepenowska - OSIEM. Takie są wyniki jednego z sondaży przedwyborczych przeprowadzonych ostatnio w V Republice przez szacowny Francuski Instytut Opinii Publicznej (Ifop).
Wczytując się w rezultaty tych badań poczułem gwałtowny niedosyt, którego źródła początkowo nie umiałem sobie uzmysłowić. Dopiero po dłuższej chwili dotarła do mnie żenująca świadomość, że prestiżowy „Ifop” - porównywany słusznie z Gallupem - dopuścił się tym razem gorszącego uchybienia.
Gdzie są, pytam się, do ciężkiej cholery, słupki osiągów seksualnych europejskiego lewactwa - tego od sierpów, brodaczy... i arafatek. Jeśli już prześwietla się prawactwo, to należy też oszołomstwo lewackie. Chyba, że - ręka moja wzdryga się nad klawiaturą - lewactwo zaniechało kopulacji.
To by zresztą potwierdzało moje spostrzeżenia, z którymi dotąd nie obnosiłem się zbytnio, żeby nie zostać okrzyczany lewakożercą:). Kiedy jednak przyjąć wnioski (wyglądające na primaaprilisowe) o zaniku popędu u lewactwa - wiele paranaturalnych zjawisk w różnych państwach zyskuje na jasności.
@
Nawiasem mówiąc, zainteresuje Was być może fakt, że ten sam „Ifop” (Institut Français d’Opinion Publique)przeprowadził w czerwcu 1938 roku słynne badania sondażowe, wskazujące, że... 76 proc. Francuzów gotowych jest „umierać za Gdańsk”.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)