Po kiego grzyba Szwedzi mieliby odbierać Nobla GraSSowi, skoro ten z taką finezją przedstawił w swoim fundamentalnym dziele delikatną tkankę stosunków w mitycznym Gdańsku (WMG) - na styku kulturowym polsko-niemiecko-żydowskim. W dodatku swoją ogólnoświatową sławę i pozycję ugruntował teraz wiadomym wierszyczkiem.
Z jakiej niby racji Izraelczycy nie wpuściliby światowej sławy noblisty, który ostrzegł, że Izrael chce dokonać ludobójstwa w Iranie. Dużo lepiej byłoby zaprosić noblistę na gościnne występy - jak proponuje dziś jedna z gazet w Syjonie - aby podzielił się bogatymi doświadczeniami w zakresie ludobójstwa nabytymi w zasłużonej formacji waffen-ss.
A tak na poważnie: GraSSowi chodzi głównie o to, żeby RFN nie budowała dla Izraela okrętów podwodnych typu „Delfin” mogących odpalać rakiety z głowicami jądrowymi. Tym samym chciałby pozbawić Izraelczyków „opcji drugiego uderzenia”, czyli możności zniszczenia Iranu przy użyciu „A” po ew. wcześniejszym uderzeniu „A” na ich kraj.
„Delfiny” to niezwykle skuteczna broń odstraszająca, mogąca zapobiec zagładzie nuklearnej etc. - mułłowie z tym swoim Ahmadineżadem na tyle jeszcze nie zdurnieli, żeby dążyć do samozagłady. Jak więc potraktować przygłupa, który się temu sprzeciwia; dlaczego właściwie nie podebrać mu tego nobelka i zakazać lotów do Izraela?


Komentarze
Pokaż komentarze (44)