Zgodnie z moimi najskrytszymi marzeniami, noblista GraSS nie zamierza położyc uszu po sobie i ripostuje dziś na obłożenie go zakazem wjazdu do Izraela. W tej samej prosyjonistycznej "Sueddeutsche Zeitung", która puściła jego wierszyk, przyrównuje izraelski szlaban do metod enerdowskiej Stasi.
Szef Stasi Erich Mielke w 1980. zabronił mu odwiedzać Enerdowo, ale prawie zaraz uchylił ten zakazik - zapewne z panicznego strachu przed obciachem wizerunkowym... W 2002., gdy badano 2000-stronicowe akta GraSSA w Stasi, prosił, by ulgowo potraktowano b. szpionów, których mu przydzielano.
GraSS przez cztery dziesięciolecia był ściśle inwigilowany przez Stasi, która wiedziała doskonale o młodzieńczym incydencie z niedoszłym gwałtem na panience w krzaczorach. Z powodu tego incydentu przyszły literat został wywalony ze szkoły przed maturą, w ślad za czym wstąpił do waffen-ss.
Pomimo rozległej wiedzy nt. incydentu w krzaczkach, „Stasia” nie dała rady wpaść na trop dalszych młodzieńczych losów noblisty. W centrali Stasi pracowały same niedojdy - hitlerowskie mordy - których Rosjanie nie po to oszczędzili, żeby wygrzebywali czyjeś dane o przeszłości nazistowskiej.
Sowieckim i enerdowskim służbom dane te były komletnie niepotrzebne, żeby szantażować i werbować szanowanych ogólnie obywateli RFN do współpracy. „Stasia” po prostu nie wiedziała o GraSSie i już.
@
OFF-TOPIC: Dziś GraSSa wspiera GW, stwierdzając subtelnie: ...awantura za sprawą prawicowych polityków trwa w najlepsze w Izraelu". Czyli naziolski bełkot GraSSa całkiem przypadł do gustu reszcie Izraelczyków. Warto zatem wiedzieć, że to właśnie zainfekowany lewicowością Związek Pisarzy Hebrajskich zwrócił się do Szwedów o odebranie Nobla GraSSowi.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)