Bliski Wschód to nie jordanek dla bachorów z mleczkiem sojowym; każdy najmniejszy przejaw słabości traktowany jest tutaj w sposób rozszerzający. Gdyby Izrael odpuścił arafatowcom z Ramallah ich najnowsze grepsy w ONZ - Iran natychmiast uznałby to za szansę do dalszej gry na czas w kwestii „A”.
Mechanizm nacisków na Teheran jest przejrzysty: Izraelczycy przekonali kogo trzeba, iż w razie potrzeby użyją opcji zbrojnej. Chcąc tego uniknąć, stolice zachodnie, pomimo kryzysu, zaostrzyły sankcje ekonomiczne. Iran nie ustąpi jednak o krok, jeśli dopatrzy się jakiejkolwiek erozji w postawie Jerozolimy.
Strona izraelska powinna wytłumaczyć to zapętlenie głównym państwom UE, które - pod wyraźnym już wpływem Białego Domu - wściekają się o plany rozszerzenia osadnictwa koło Jerozolimy na tzw. odcinku E1. Mówię o tym, bo nie jestem pewien, czy partnerzy Izraela sami wiedzą o tym najlepiej (…).
Netanjahu zaliczy jutro krótkie wizyty w Pradze i w Berlinie - poleci z nim m.in. szef MSZ Awigdor Lieberman, który ostatnio w Stanach zglanował biednych Palestyńczyków. Wg niego nie da rady zawrzeć z nimi pokoju, bo nie mają klasy średniej, większego PKB i nie słyszeli nawet o Wolterze i Rousseau.
Z tego, co wiem jednak o tych encyklopedystach, to łącznie z Diderotem - byli chamskimi antysemitami, choć J.J Rousseau jednocześnie wielbił Mojżesza:).


Komentarze
Pokaż komentarze (75)