Izraelskie siły specjalne wysłane zostały do Syrii z zadaniem namierzenia arsenałów broni chemicznej i biologicznej, które zostały gdzieś w ostatnich dniach „zniknięte”. Tego newsa podaje dziś brytyjski „The Sunday Times” w korespondencji z Izraela, której autorem jest dziennikarz Uzi Mahnaimi.
Facet pracował kiedyś w Mossadzie - newsy przez niego sygnowane mają charakter wiarogodnych przecieków i traktowane są poważnie. Wcześniej o działaniach Cahalu w Syrii podawał izraelski portal Debka, którego przekazy - w sytuacjach newralgicznych - ignorowane są tylko przez medialne złogi.
Od momentu wybuchu rebelii przeciw reżimowi Asada (marzec 2011) - strona izraelska deklarowała nieustannie, że w żaden sposób nie jest w ten konflikt zaangażowana. Chodziło o to, aby uniemożliwić Asadowi ew. próby rozładowania kryzysu przez skierowanie oskarżeń pod adresem Izraela.
Jednocześnie Izraelczycy przez cały czas ostrzegali, że nie dopuszczą, aby broń niekonwencjonalna wpadła w ręce terrorystów Hezbollahu w Libanie. Ta przybudówka irańska, podobnie jak dopieszczony ostatnio palestyński Hamas w Gazie - „wyspecjalizowała się” w atakach rakietowych na cele cywilne.
Wiadomo było z góry, że Asad traktować będzie broń chemiczną, jako rodzaj ostatniej szansy w walce o przetrwanie. Jeśli więc po raz pierwszy Izrael przyznaje się do zaangażowania wojskowego na arenie syryjskiej - może to oznaczać zbliżający się gwałtownie przełomowy moment w tej wojnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)