Szefową goryli (Secret Service) chroniących prez. Baracka Obamę i innych oficjeli waszyngtońskich została właśnie kobieta Julia Pierson (z nazwiska nomen omen zaprzeczenie amazońskich resentymentów...). Nominacja jest konsekwencją zeszłorocznego skandalu z ochroniarzam w Cartagenie.
Przypomnę dyskretnie, że w kwietniu 2012 - w przedzień weekendowego szczytu „34” - Organizacji Państw Amerykańskich* - 12 goryli prezydenckich sprowadziło sobie do Hotel Caribe 21 kolumbijskich k*rew. Kilkanaście godzin potem w tym samym hoteliku zlądował Obama ze swoją ekipą.
Leon Panetta zaoferował w Cartagenie gospodarzom pięć cywilnych helikopterów i 5 Blackhawksów wycofanych z Afganu do walki z lewackim FARC w dżungli. Sprawy były poważne, Kuba bojkotowała obrady; jedna z putas poleciala na policję, że jakiś goryl nie uiścił należnych jej 45 USD.
W Kolumbii prostytucja dozwolona jest w „strefach tolerancji”, ale wybuchła afera ze znanymi konsekwencjami...Potwierdził się aktualnie - jak wiele razy w życiu - fantastyczny paradoks Oscara Wilde'a: natura naśladuje sztukę. Pamiętamy, że w bondach od połowy lat 90. szefową MI6 była pani „M”.
Z drugiej strony, pamiętam dokładnie, jak z 10 lat temu barczyste gorylice Kadafiego (w świeżo wyfasowanych panterkach i z nowiutkimi kałachami) poturbowały dotkliwie goryli Mubaraka w wytartych garniturkach**.
@
*OPA - „Organización de los Estados Americanos”.
**Opisałem to gdzieś luźno, jako impresję barową w powieści „Strefa Ejlat” (Warszawa 2005).


Komentarze
Pokaż komentarze (3)