Pod względem zdolności utrzymania tajemnicy wokół programu atomowego Phenian zdystansował szczytowe osiągi bankowości szwajcarskiej. Z nieba nie da się nic namierzyć, bo wszystko jest pod ziemią, gdzie z kolei - z tego, co wiadomo - nie dało się dotychczas wtrynić żadnych żywych wtyczek.
Nie wiadomo więc praktycznie, w jakiej fazie znajdują się zbrojenia nuklearne Phenianu poza ocenami, że Kimuś ma już wystarczającą ilość plutonu na jakieś 8 bomb atomowych. Skądinąd jakby przypadkiem z parę lat temu wyszło na jaw: program oparty jest na plutonie, a nie na uranie.
W tych warunkach jedynym chyba sposobem na zdobywanie informacji jest pozyskiwanie ich pośrednim trybem - poprzez sojuszników Phenianu, którym pomaga on w realizacji programów atomowych. Najpierw była to słoneczna Syria, której komusza Korea budowała reaktor atomowy w Dir A-Zur.
Tak się złożyło, że z tego ambitnego projektu nie pozostała mokra plama po tym, jak Izraelczycy rozpieprzyli go z powietrza we wrześniu 2007. Łatwo się domyślić, że perfekcyjne przeprowadzenie tej operacji wymagało drobiazgowego zbadania i namierzenia „znaków w terenie” na miejscu.
Jak się rzekło, krajoznawcze działania pod nosem tłustego Kimusia są nieco utrudnione...Nie znaczy to jednak wcale, że tak samo jest w przypadku „republiki islamskiej”, którym to brodaczom Phenian pomaga w programie atomowo-rakietowym...Zwłaszcza ten ostatni aspekt jest wykrywalny.


Komentarze
Pokaż komentarze (71)