TELAWIW OnLine: Po drugim z kolei ataku lotniczym Cahalu w rozpadającej się Syrii potwierdzają się oceny, że USA i Izrael podzieliły się rolami. Amerykanom nie pasuje angażowanie się w konflikt syryjski, natomiast gotowi będą (w razie czego) rozwalić nowymi bombami MOP irański A.
Jak już mówiłem, chcą poczekać do czerwcowych wyborów w Iranie, żeby przekonać się, czy nie wybuchnie tam przypadkiem „irańska wiosenka” mogąca odmienić oblicze tego kraju. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby wiedzieli coś, czego nie wiemy MY, a oni pieszczą się z tym dyskretnie:).
Od przedwczoraj w nocy w obu nalotach izr. zniszczone zostały rakiety typu „Fatah110S” o zasięgu do 250 km, mogące też przenosić broń chemiczną. Cahal przygotowany jest na wypadek, gdyby Asadowi odbiło i zaryzykował zbrojny odwet, choć taka możliwość wydaje się mało prawdopodobna...
Wg tych ocen asadowcy przede wszystkim walczą o przetrwanie; nie mogą pozwolić sobie na luksus utraty głównego atutu, którym jest lotnictwo... Kiedy Asad senior próbował na wejściu wtrącić się do I wojny libańskiej (1982) - Izraelczycy strącili mu w jedną upojną noc setkę samolotów...
Dlatego - wg ocen izraelskich - asadowcy będą zmuszeni także i tym razem podkulić ogon pod siebie i udawać, że nic się nie dzieje... Izrael ze swej strony mówi wyraźnie: oba naloty w Syrii nie były wbrew pozorom atakiem wymierzonym w reżim Asada, lecz początkiem JAWNEJ wojny z Iranem.
Libański Hezbollah to zbrojny przyczółek Teheranu, który miałby zaatakować „syjonistów” w razie uderzenia na instalacje atomowe w Iranie. Jerozolima wielokrotnie ostrzegała, że nie dopuści do przekroczenia „czerwonej linii” - czyli przekazania hezbollahom broni rakietowej i chemicznej z b. Syrii.
Jest to też jednak wyraźny sygnał dla mułłów w Teheranie, że nie dadzą rady przeskoczyć CZERWONEJ LINII z programem A - wyznaczonej przez Netanjahu graficznie... (rysunek z bombką) w ONZ we wrześniu 2012.
@
Wielu psychofanów Izraela:) - na różne sposoby tłumaczy sobie fakt mega ścisłej i zażyłej współpracy między państwem żydowskim i USA. Słynne „lobby żydowskie”, wspólne interesy geostrategiczne, tradycje emigranckie, ideały demokratyczne, pionierskie osadnictwo etc. Zadziwiająco trafną diagnozę znalazłem w europejskim wydaniu Newsweeka: „Nie da się tego zjawiska ująć w kategoriach politologicznych”.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)