Naprawdę nie dociera do mnie, dlaczego na styku polsko-żydowskim nie da rady załatwić niczego na zdrowy rozum... Co to za porąbany, karkołomny pomysł z nazwaniem alei za Muzeum Historii Żydow Polskich imieniem szwedzkiego Wallenberga, który owszem ratował Żydów, ale węgierskich.
Oczywiście, że przyszła aleja (na razie są tam baraczki budowlańców itepe) powinna zostać nazwana imieniem bohaterskiej pani Stefy Wilczyńskiej (prawej ręki doktora Janusza Korczaka), którą szkopy zagazowali w Treblince razem z „jej dziećmi” z żydowskiego sierocińca na Krochmalnej.
Casus Wallenberg jest powszechnie znany na świecie i nie wymaga żadnych dodatkowych „działań propomocyjnych”, czym zresztą niekoniecznie musiałoby się zajmować akurat MHŻP. To całkiem jasne; absurdalna głupota tej propozycji jest porażająca; żadną miarą w pale się nie mieści.
Aleję PRZED muzeum nazwano ku czci Ireny Sendler, która ratowała dzieci z getta - na własne oczy widziała, jak dzieci z sierocińca razem z Korczakiem i Stefą Wilczyńską szły na Umslagplatz. Nic bardziej naturalnego, jak aleję ZA muzeum nazwać imieniem Kogoś, kto tych dzieci nie zostawił do końca.
@
http://izrael.org.il/opinie/3493-warszawa-uhonoruje-stefanie-wilczynska-apel.html


Komentarze
Pokaż komentarze (23)